| Strony konkursowe |
| Zwycięzcy 2008 |
| Turystyka rowerowa |
| Wycieczki i wyprawy |
| Nasze góry |
| Porady |
| Przepisy |
| Kolejny tydzień wyprawy do Chin |
| Redaktor: Foreight | ||||||||
| 30.06.2008. | ||||||||
22.06.2008 r. niedziela76 dzien wyprawy W wyniku sobotnich rozmow z moimi gospodarzami dowiedzialem sie, ze jak chce to moge dzisiaj pojechac samochodem do Listwianki. Dodatkowo, aby w poniedzialek miec wiecej czasu na zalatwianie swoich spraw w Irkucku, zorganizowano mi nocleg w Angarsku (ok. 35 km blizej Irkucka).
Po Mszy Sw., na ktora udalem sie rowerem gotowy do drogi, ok. 11.00 wyruszylem w droge do Angarska. Tak naprawde byl to jednak spacerek – plaska droga i sprzyjajacy wiaterek, wiec szybko i bez zbytniego przemeczania sie dotarlem na miejsce. Tam zjadlem obiad i ruszylimy samochodem do Listawianki przez Irkuck (przy okazji zobaczylem droge na kolejny dzien). Bardzo ladna jest droga na odcinku Irkuck – Listwianka. Droga prowadzi przez gory i lasy, a pod koniec widac wyplywajaca z Bajkalu Angare, az w koncu sam Bajkal. Wspaniale miejsce. Na miejscu byla fatalna pogoda (popsula sie juz w Irkucku). Lalo i wial silny wiatr. Tak wiec Bajkal widzialem tylko z okien samochodu i sprzed domu, w ktorym sie zatrzymalismy. Ala Bajkal jeszcze zobacze – bede przeciez obok niego jechal w drodze do Ulan Ude. Pozytywny aspekt deszu to fakt, ze moglem zobaczyc jak wyglada praca Siostr Albertynek z malymi dziecmi, czesto pochodzacymi z rodzin patologicznych. I co wazne, sa to w wiekszosci dzieci nieochrzczone. One chca zapewnic im byt, a jak przy okazji zechca przyjac chrzest to bedzie milo. dystans dnia – 38,62 km czas jazdy – 2:08:43 h srednia predkosc – 18,00 km/h 23.06.2008 r. poniedziałek 77 dzien wyprawy Po 8 rano, zaopatrzony w buleczki z dzemem, ruszylem w dalsza droge. Krotki dystans, ale bylo sporo sparw w Irkucku oraz chcialem chociaz troche zobaczyc Irkuck. Juz po 29 km wjechalem w granice miasta, przez ktore pozniej dosc dlugo jechalem, aby dotrzec do sklepu rowerowego. Tam mechanik (znowu dwudziestolatek) stwierdzil, ze zebatki sa wyrobione i przydaloby sie je wymienic. Niestety, nie bylo w sklepie przednich przerzutek jak w moim rowerze. Stanelo na tym, ze wzialem trzybiegowa z najmniejszym przelozeniem 22 zabkowym za 900 rub. Do tego ja mialem tylne zebatki, przerzutke i lancuch. Robocizna miala kosztowac 100 rub. Po wykonaniu wszystkich prac (ktore czesciowo sam wykonalem) okazalo sie, ze te 100 rub. to za wymiane jego przerzutki, a za zalozenie moich czesci i wyregulowanie przrzutek chce dodatkowo 200 rub. Oczywiscie paragonu na nic nie daje, a karta nie mozna placic pomomo ze byla taka informacja na drzwiach sklepu. Nie namyslajac sie wiele powiedzialem, ze mam przy sobie 1060 rub., a jak ma byc wiecej to musze jechac do Konsulatu. Wowczas wystarczylo. Nastepnie bylo zwiedzanie starowki – niestety tylko z zewnatrz (czesc obiektow byla zamknieta). Warto ja zobaczyc, jak i cale miasto. Jest ono w pewnym sensie niepowtarzalne – w calym miescie obok siebie stoja stare drewniane domy i nowoczesne biurowce. Obecnosc na starowce zakonczylem wizyta w Konsulacie RP, gdzie akurat dotarla paczka z rzeczami pozostawionymi w Moskwie. Mialem takze okazje porozmawiac z Panem Andrzejem Samulak, Zastepca Konsula Generalnego RP w Irkucku. Bardzo mily Pan. Zaoferowal swoja pomoc w dalszej podrozy przez Rosje oraz chce mi umozliwic przejazd rowerem przez granice rosyjsko – mongolska w Kiahcie (oficjalnie jest tylko dla pojazdow silnikowych). O 18.00 bylem na Mszy Sw w Katedrze, a po niej byla kolacja, zakupy oraz wizyta w kafejce internetowej, gdzie wysylalem kolejne relacje i zdjecia (23 rub./h – najtansza w mojej podrozy, nie liczac tej darmowej). Noca odbylo sie przepakowanie bagazu. Jego nadmiar (mala reklamowka) trafi do Caritasu w Usolu S., a mala torba zostanie mi podana do pociagu w drodze powrotnej. dystans dnia – 66,01 km czas jazdy – 3:37:28 h srednia predkosc – 18,21 km/h dystans calkowity – 6985 km 24.06.2008 r. wtorek 78 dzien wyprawy Chcialem wstac o 7 rano, ale nocne przepakowywanie plecakow przedluzylo sie i ostatecznie wstalem przed 8. Poranek przedluzyl sie i ostatecznie wyruszylem dopiero ok. 11.30. Deszcz, ktory zaczal padac poznym wieczorem, caly czas padal. Plan na dzien to dotarcie do Suldjanki. Niby niedaleko, ale tylko poczatek drogi spokojny. Od 39 km do 88 km drogi byly ciezki gory. Daly „ostro w kosc”. Kilka razy, kiedy byly najbardziej strome podjazdy, schodzilem z roweru i pchalem go kawalek, aby ponownie na niego wsiac i walczyc dalej z kilkukilometrowym podjazdem. Ale jednak najgorszy byl deszcz – padal do samej Sljudianki. A do tego bylo tak pochmurno, ze kiedy dotarlem do punktu widokowego na Bajkal, to jezioro bylo praktycznie nie widoczne. Na miejscu musialem znalezc nocleg, w ktorym mozna bedzie takze wysuszyc przemoczone rzeczy, a mnie nakarmia m.in. czosnkiem. Ostatecznie trafilem na noc do emerytow, w jednym z pierwszych domow w miescie. W piecu co prawda juz sie nie palilo, ale on sam byl jeszcze cieply, wiec bylo gdzie rozlozyc rzeczy. Niestety, bania byla chlodna. Umylem sie przy kranie w zimnej wodzie, ubralem suche rzeczy i wypilem kilka kubkow goracej herbaty. Poczulem sie lepiej. Bylem jednak tak zmeczony droga, ze po 22-iej powiedzialem gospodarzom „dobranoc”. dystans dnia – 105,84 km czas jazdy – 6:45:44 h srednia predkosc – 15,65 km/h dystans calkowity – 7091 km 25.06.2008 r. sroda 79 dzien wyprawy Wstalem ok. 7.00. gospodyni byla juz na dworzu i nosilo drewno do bani, poniewaz liczyla, ze po poludniu przyjada wnuki z Irkucka. Ale jak mnie zobaczyla idacego do toalety (wychodka) to zostawila swoja prace i poszla przygotowywac sniadanie. Pozniej jeszcze troche posiedzielismy i porozmawialismy. Ostatecznie w droge wyruszylem ok. 9.00. Dzien nie zapowiadal sie dobrze. Buty nie wyschly, a chmury na niebie wskazywaly, ze dalej bedzie padac. I faktycznie, ok. Poludnia padalo dosc mocno. Jako ze pada od soboty wieczor, w gorach zaczela obsuwac sie ziemia i leciec kamienie na droge. Deszcze zapowiadaja na kolejne dni rowniez, wiec trzeba sie spieszyc i jechac dopkoki drogi sa przejezdne. Po wyjezdzie zmiasta byly „gorki”, ktore potrwaly prawie do 30 km drogi. Kiedy sie juz konczyly, z przeciwnej strony, z przeciwnej strony nadjechal Japonczyk. Jedzie on na rowerze z Wladywostoku przez Sankt Petersburg, Estonie, Lotwe, Litwe, Polske, Czechy do Niemiec. Kolejne 60 km bylo glownie „plaskie”. Niestety bylo mglisto i pochmurno, wiec znowu nie zobaczylem Bajkalu. Pod koniec tego odcinka byly roboty drogowe. Znak informowal, ze beda przez 5 km. W rzeczywistosci drogowcy „zabrali” asfalt z prawie 8 km, a droga byla tylko blotnisto – kamienna (robotnikow nie bylo widac). Przedzierajac sie przez te blota zauwazylem rowerzyste z naprzeciwka. To byl Rosjanin o imieniu Pawel. Jedzie z Wladywostoku do Sankt Petersburga. Nie boi sie blotnistych drog ani gor, bo u niego to cos normalnego. Zdecydowanie odradzal mi rozstawianie namiotu w najblizszych dniach, poniewaz za duzo pada i woda sciega z gor i moze sie rano okazac, ze moj namiot stoi w wodzie. Szukal Japonczyka, ktory takze jak on jedzie rowerem do Sankt Petersburga (to nie ten, ktorego mijalem przed poludniem). Po przejechaniu 120 km (plan) natrafilem na Stancje Pieriejomna. Tam w pierd\szym z brzegu domu dostalem nocleg u Babci Anii. Byla tylko z 14-letnia wnuczka Nela. Jako ze mialem mokre nogi (reszta wyschla pod koniec dnia, kiedy pojawilo sie slonce) nagrzala banie „do oporu”, a mi kazala pic duzo goracej herbaty z dzemem malinowym i miodem. dystans dnia – 124,22 km czas jazdy – 7:13:03 h srednia predkosc – 17,21 km/h 26.06.2008 r. czwartek 80 dzien wyprawy Tym razem sobie pospalem. Juz wieczorem Babcia Ania poinformowala mnie, ze wstaja ok. 8-9. To oznaczalo, ze budzik ma „wolne”. Przebudzilem sie przed 8, ale dopiero kilkanascie minut pozniej gospodyni wstala. A ja zaraz po niej. Na sniadanie bylo pielemienie, jajka sadzone, dzem malinowy i chleb. Przy okazji dlugo rozmawialismy. Babcia Ania opowiedziala mi historie swojego zycia. Miala dwoch mezow. Od pierwszego odeszla, kiedy zaczal ja bic, a drugiego zostawila, jak przyszedl po raz kolejny do domu pijany. Za kazdym razem brala ze soba tylko podreczne rzeczy i „wychodzila”. Nie chciala nawet alimentow na dzieci. W mieszkaniu, w ktorym obecnie mieszka, sa trzy izby – pokoj, kuchnia i chlodna weranda. W calym domu jest szesc mieszkan, a domow tez nie wiele. Powstaly jak budowano kolej – najpierw sluzyly jako mieszkania dla robotnikow pracujacych przy budowie kolei, a pozniej w tym miejscu ladowano kamienie na wagony. Obecnie zatrzymuje sie tu elektriczka. Sklep jest czynny co drugi dzien. W droge wyryszylem ok 10.00. Po dwudziestu kilku kilometrach dotarlem do rzeki Miszycha, a nastepnie do wioski o tej nazwie. Tam rozpoczely sie moje poszukiwania mogily Polskich zeslancow po Powstaniu Styczniowym, ktorzy probowali organizowac konspiracyjne wojska, a jak sie to wydalo, staneli 12 lipca 1866 roku do walki z wojskami carskimi. Pomagala mi w tym kobieta, ktorej dziadek byl Polakiem. Razem zajelo mi to prawie 2 godz. Oraz dodatkowo przejechalem ok. 10 km (bez sakw). Ale oplacilo sie odnalezc krzyz z pamiatkowa tablica. Zalowalem tylko, ze nie mialem znicza ze soba. Pozniej, do 21, byla juz tylko droga. Przez caly dzien przeplataly sie plaskie odcinki z szeregiem podjazdow i zjazdow, ale niezbyt trudnych. Oczywiscie Bajkalu nie zobaczylem – skutecznie „przykryla” go mgla. Zobaczylem natomiast wode wylewajaca sie z bagna na droge, a w innym miescy swiezo usypany „wal” z piasku. Pod wieczor troche popadalo i na chwile zaswiecilo slonce, a ostatnie 25 km bylo przy sprzyjajacym wietrze. Nocleg dostalem w pierwszym domu wsi Bieriegowaja, ok. 250 m od glownej drogi. Gospodyni jest juz na emeryturze, a gospodarz jeszcze pracuje jako brygadzista na budowie. dystans dnia – 135,70 km czas jazdy – 7:41:20 h srednia predkosc – 17,64 km/h 27.06.2008 r. piatek 81 dzien wyprawy Nie chcialo mi sie wstawac o 6.30, ale jakos sie zmobilizowalem i wstalem. Gospodarze juz nie spali, podobnie jak ich syn, ktorego wieczorem nie bylo. Przy sniadaniu jeszcze troche porozmawialismy i trzeba bylo ruszac dalej. Na droge dostalem domowy chleb oraz 6 jajek gotowanych na twardo. Jechalo mi sie wyjatkowo dobrze. pierwsza polowa byla calkowicie plaska i prowadzila przez pola, a druga polowa byla miedzy gorami a rzeka, z dwoma wiekszymi podjazdami. O ile pierwsza czesc byla we mgle, to druga juz byla w sloncu. Na 40 km zatrzymal mnie samochod. To byl Ks. Adam, u ktorego mialem zatrzymac sie w Ulan Ude. Jechal nad Bajkal odprawic Msze Sw. dla dzieci bedacych na „Kanikulach z Bogiem”. Dal mi klucz do Kosciola oraz powiedzial, gdzie co znajde. Sam obiecal przyjechac ok. 19-20.. Ja do granic Ulan Ude dotarlem ok 14.00, ale bylo tak goraco, ze zrezygnowalem ze zwiedzania miasta (glowny punkt to najwiekszy na swiecie pomnik Lenina). Udalem sie od razu do Kosciola (bardzo ladnego). Przejazd przez miasto zajal mi jeszcze ok. godziny. Na miejscu umylem sie i zjadlem. Nastepnie postanowilem uzupelnic braki w apteczce (dopoki jeszcze moge porozumiec sie z farmaceuta) oraz kupic „cos” do chleba na droge. Udalem sie takze do fryzjera – 150 rub. kosztowalo skrocenie wosow maszynka. Przy okazji zobaczylem Kompleks Sportowy w Ulan Ude oraz przyjrzalem sie mostom, a wlasciwie figurom wojownikow zdobiacych wjazd na nie. Kiedy wrocilem okazalo sie, ze Ks. Adam rowniez juz jest. Zjedlismy razem kolacje i troche porozmawialismy. Pozniej jeszcze zadzwonili moi rodzice i koledzy. dystans dnia – 108,98 km czas jazdy – 5:38:48 h srednia predkosc – 19,29 km/h dystans calkowity – 7460 km 29.06.2008 r. niedziela 83 dzień wyprawy Dzien rozpoczal sie optymistycznie – na droge dostalem sloik dzemu jablkowego oraz wo-rek, w ktorym byla rzodkiewka, salata, szczypior i koperek. Nawet slonce mi nie przeszkadzalo, ktore od pierwszych kilometrow swieciolo bardzo mocno. Jednak bylo bezwietrznie, wiec po kilkudziesieciu kilometrach zaczelo brakowac tchu tym bardziej, ze droga byla pagorkowata. Prowadzila pomiedzy gorami. Jej wyzsze fragmenty prowadzily przez las sosnowy, a nizsze przez stepy. Moglem podziwiac zmieniajacy sie krajobraz. Miedzy 70 a 100 km jechalo sie fa-talnie. Co prawda pojawil sie lekki wiaterek, ale w lasach chyba pylila sosna i zapach, ktory sie tam roznosil, nie pozwalal mi na normalne oddychanie. Ok. 100 km zerwal sie porywisty, tylny wiatr, ktory przyniosl orzezwienie. Zaczelo grzmiec. Dla mnie najwazniejsze jednak bylo to, ze moglem oddychac normalnie, a dzieki temu wrocily sily i zaczalem szybciej jechac. Niestety, wowczas zlapalem gume w tylnym kole i chyba straci-lem zdrowy rozsadek. W pospiechu (nie chcac zmoknac) zbyt szybko zalozylem detke na kolo i latka sie odkleila. Sytuacja ta powtorzyla sie jeszcze dwa razy! Wstyd! Pelna kompromitacja! Zamiast wyjac z torby nowa detke (calkowicie o niej zapomnialem), zaczalem w szczerym polu, w ulewnym deszczu, rozgladac sie za samochodem, ktory mnie podwiezie do zakladu wulkani-zacyjnego. Po kilku minutach nadjechala ciezarowka, ktora mnie zabrala. Jadac na pace, uswia-domilem sobie po raz kolejny, ze myslenie nie jest moja mocna strona podczas tej podrozy. Pod-jechalem ok. 33 km do Kiachty. W zakladzie wulkanizacyjnym bezplatnie, w kilkanascie minut naprawiono mi detke. Zloylem rower i spojrzalem na zegarek – 18.30 a do przejscia granicznego tylko kilka kilometrow (otwarte do 19.00). Wiec ruszylem niezwlocznie w droge. Na przejcie graniszne dla pojazdow silnikowych dotarlem ok. 18.45. Na bramie byl pogra-nicznik w nienajlepszym nastroju, poniewaz od kilku minut juz nikogo nie wpuszczal. O 19-stej pojawil sie nowy straznik i od razu mnie wywolal z grupy ludzi, abym udal sie do odprawy. Tam po obu stronach poszlo bardzo sprawnie. Wszyscy tylko do swoich druczkow chcieli nr rejestra-cyjny pojazdu. Jednak udalo sie i bez tego. Marka GIANT wystarczyla! Rosjanin pytal sie jesz-cze o meldunek, ale kiedy uslyszal, ze kazda noc byla gdzie indziej, to machnal reka. Cofnalem zegarek o godzine w tyl i jeszcze przed 19-sta bylem w Mongolii. Wymienilem 429 rubli na ti-griki – 19740 otrzymalem (strasznie duzo papierkow). Nie mialem zamiaru jechac dalej. Jedyne o czym marzylem to znalezc nocleg w przygra-nicznym miasteczku Altanbulg. Ujechalem ponad kilometr od granicy, rozgladajac sie po okoli-cy, kiedy wypatrzyla mnie miejscowa rodzina. Pomachali do mnie reka, a ja do nich i od razu udalem sie na ich podworze. Chwile porozmawialismy i nocleg byl. Wieczorem mialem jeszcze okazje pomagac przy dojeniu krow. Niestety komunikacja byla utrudniona, poniewaz tylko go-spodyni znala j. rosyjski. dystans dnia – 109 km dystans calkowity – 7673 km Zdjęcia z wyprawy w naszej galerii - dziś 30 nowych zdjęć Wyprawa rowerowa Pekin 2008 Wortal Rowerowe.net jest oficjalnym patronatem wyprawy.
Powered by AkoComment! |
||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| DH i 4X |
| Maratony MTB |
| Zawody XC |
| Szosowe |
| Tor |
| BMX |
| Rajdy przygodowe AR |
| Dodaj zawody! |