| Strony konkursowe |
| Zwycięzcy 2008 |
| Turystyka rowerowa |
| Wycieczki i wyprawy |
| Nasze góry |
| Porady |
| Przepisy |
Wycieczki i wyprawy
Kolejne relacje z wyprawy do chin | Kolejne relacje z wyprawy do chin |
| Redaktor: Foreight | ||||||||
| 02.06.2008. | ||||||||
|
24.05.2008 r. sobota 47 dzien wyprawy Po przemysleniach nocno – poranych zdecydowalem, ze nie jade dzisiaj po poludniu, tylko w niedziele ok. 13-14. Do podjcia takiej decyzji przyczynilo sie dlugie siedzenie nad mapa Rosji (dosc dokladna) i liczeniu kilometrow oraz powrot do wczesniejszego zalozenia, ze jeden dzien w tygodniu powinien byc przeznaczony na pranie, internet, zwiedzanie, przeglad roweru, itd.
Po poludniu odwiedzilem hale sportowa, gdzie udalo sie mi porozmawiac z dwoma trenerami na temat odzywek. Jeden z nich podal adres sklepu sportowego z odzywkami. Odbylem wiec 30 min. wycieczke tramwajem do Centrum miasta, a tam jeszcze czekal mnie kilkunastominutowy spacer. Po dosc dlugiej rozmowie ze sprzedawczynia i szybka konsultacja tel. z kuzynka Basia, wybralem jedna z dwoch polecanych. Maja starczyc na 10 dni, wiec bede mogl je przetestowac. W drodze powrotnej, kolo zajezdni tramwajowej, byla przesiadka do drugiego tramwaju, poniwaz obsludze przypadla przerwa! Kolejny jednak odjechal z krotkim opoznieniem, poniewaz panie konduktorki przyszly po czasie z 50 min. przerwy obiadowej! Sam Czelabinsk nie zrabil na mnie wiekszego wrazenia. Co prawda jest to ladne miasto, w duzej czesci odnowione, ale nic nadzwyczajnego. Tak samo stoi pomnik lenina (jaki wiele innych) oraz takze w Centrum miasta jest cos zwiazane rewolucja (np. Plac Rewolucji). Jedno co my Polacy mozemy pozadroscic mieszkancom duzych miast w Rosji to niesamowita ilosc zieleni na obszarze calego miasta – drzewa, kwietniki, trawniki, itd. A do tego mnostwo sciezek spacerowych, przy ktorych sa poustawiane laweczki. 25.05.2008 r. niedziela 48 dzien wyprawy Wiadomo niedziela – dzien wolny od pracy, dzien leniuchowania. Ja po poludniu zdazylem tylko pojsc do bardzo ladnego, nowoczesnego Kosciola na Msze Sw. Spodobalo mi sie jedno ze zdan z kazania: “darem Kosciola dla ludzkosci jest wolna niedziela od pracy i nalezy tego dobra przestrzegac i szanowac je!”. Po poludniu, kiedy bylem gotowy do drogi, poszedlem skorzystac jeszcze z internetu (mial byc naprawiony). Niestety, zepsul sie ponownie, zanim wyslalem pierwszego maila. Drugi problem – wszyscy gospodarze gdzies wyszli i nie mialem komu zostawic kluczy. Dlatego, zamiast wyjechac ok. 14, wyjechalem przed 16. Wyjazd z miasta ponownie byl prosty, a droga praktycznie caly czas byla plaska. Wial boczny wiatr (czasami mocny), sporadycznie zachodzacy od tylu. Jechalem dosc ostro, aby przejechac min. 90 km. Wowczas jednak zblizylem sie do miasta, a jak je ominalem, to przez ponad 10 km nie bylo zadnej miejscowosci. Wkoncu dotarlem do wioski. Tam dostalem nocleg u samotnego mezczyzny po 50, walerego. Akurat co wstawil nowa wersalke, na ktorej przyszlo mi spac! Poznalem rowniez jego bratankow i siostrzencow. Wrazenie na mnie zrobil 32-letni Sasza, ktory na zapadlej wiosce chce prowadzic nowoczesne gospodarstwo rolne, specjalizujace sie w hodowli krow! dystans dnia – 108,39 km czas jazdy – 5:12:33 h srednia predkosc – 20,81 km/h 26.05.2008 r. poniedzialek 49 dzien wyprawy Noc byla ciezka. Walery nie wiadomo dlaczego, zamiast polozyc sie spac w swoim pokoju, przyszedl do mojego ogladac telewizje, az wkoncu zasnal przy wlaczonym telewizorze. Umowilem sie z nim, ze wstaje o 7.00, a tu o 6.30 pobodka. Nie wytrzymalem – przypomnialem o wieczornej umowie, wiec dostalem chwile spokoju. Na sniadanie byl chleb z kielbasa oraz kawa rozpuszczalna. Jadlem sam, poniewaz Walery stwierdzil, ze tak wczesnie nie jada. Droga byla ciezka – praktycznie caly czas wiatr z przodu lub pod katem z przodu. Dodatkowo przez wieksza czesc trasy padal deszcz, a slonca prawie nie bylo. Po ok. 20 km dotarlem do zjazdu do miasteczka Szymiha. Na pobliskiej stacji benzynowej pracownicy poinformowali mnie, ze na Poczcie Rosji moze byc internet, a do Centrum jest ok. 4 km. Wyslalem jeszcze SMSa z zyczeniami z okazji Dnia Matki i ruszylem w droge. Na poczcie internetu nie bylo, ale obok byla kafejka. Tam wyslalem 4 maile wczesniej przygotowane. Wlasciciel kafejki nie tylko nie wzial ode mnie pieniedzy, ale poczestowal herbata i ciastakami! Dalej juz byla tylko ciezka jazda w deszczu pod wiatr w dosc szybkim tempie (jak na warunki i na mnie). Celem byl Kurgan, 175 – 180 km drogi. Po 100 km jazdy poczulem, ze lewa lydka troche boli, ale uparcie jechalem dalej. Po 159 km trafilem na duzy zajazd. Postanowilem tam sie zatrzymac i zadzwonic na adres otrzymany w Czelabinsku, aby domowic nocleg. Pojawil sie jednak problem – ledwo chodze. Telefonu nikt nie odbieral, a ja nie zabardzo wiedzialem, co robic. W tym momencie zagadnal mnie jeden Czeczan, a po chwili dojechal samochodem drugi. Oni postanowili, ze nigdzie nie jade, a oni organizuja mi nocleg i wyzywienie na miejscu za darmo. Dostalem wiec na wylacznosc pokoj dwuosobowy z TV, kolacje i sniadanie. Mialem okazje przyjrzec sie blizej temu postojowi. Jest on ok. 250 km od Czelabinska, nazywa sie Syberyjskie Wrota. Znajduje sie tu motel, strzezony parking, restauracja, bilard, warsztat, itd. A wszystko na europejskim poziomie! dystans dnia – 159,31 km czas jazdy – 8:09:04 h srednia predkosc – 19,54 km/h 27.05.2008 r. wtorek 50 dzien wyprawy Juz zasypialem, kiedy uslyszalem pukanie do drzwi. Byl to Marek z Lubelskiego, kierowca TIRa, ktory zjechal na nocleg. Wczesniej poproszony stroz, przyslal go do mnie. Niestety Marek nie jechal do Kazachstanu, ni nic nie wiedzial o mozliwosci otrzymania wizy na granicy. Jednak zaprosil mnie do restauracji na piwo i troche sobie porozmawialismy. Rano noga bolala mniej, opuchlizna byla tez mniejsza, a op rozruszaniu jej, moglem praktycznie normalnie chodzic. Ok. 10 bylem gotowy do drogi, ale nie jechalem. Ruszylem pomiedzy TIRy, aby poszukac jakiegos kierowcy, ktory na granicy kazaskiej uzyskalby dla mnie jakies informacje wizowe dla mnie. Po godzinie chodzenia i rozmawiania mialem tylko jednego Kirgiza i to malo pewnego. Po 11 udalem sie do samochodu Marka na kawe. Ok. godziny porozmawialismy i obaj ruszylismy w droge. Ja postanowilem tylko dotrzec do Kurgan, aby dac odpoczac nodze. Ok. 13.30 dotarlem pod otrzymany adres. Nikogo nie zastalem, ale wg byli w pracy. Wprowadzilem rower na klatke schodowa schodowa, a sam przed wejsciem przekasilem.. Jedzac porozmawialem sobie z dwiema kobietami, pierwsza ok. 40, a druga 80 lat (poinformoawala). Ta mlodsza dala mi wrzatek na herbate. Ja sobie pocztalem przewodnik po kolejnych miastach, przez ktore bede przejezdzal i odpoczywalem. Od czasu do czasu przypadkiem przechodzila staruszka. W koncu zaproponowala, abym poczekal u niej (mieszkala dokladnie pietro nizej). Zrobila mi jedzenie i poszla ogladac TV. Pomimo kontroli, nikt nie pojawil sie. Po 18 chcialem sie zbierac do drogi, ale babcia zaproponowala, ze moge zostac na noc u niej, bo dziadek zostaje na daczy i jest wolne lozko. Tak wiec zostalem na noc u starszej Pani. dystans dnia – 22,89 km czas jazdy – 1:32:12 h srednia predkosc – 14,90 km/h 28.05.2008 r. sroda 51 dzien wyprawy Rano udalo mi sie stosunkowo szybko przygotowac do drogi i juz o 7.30 zegnalem sie z babuszka. Zrobilem jeszcze w miescie zakupy i rozpytalem o krotki wyjazd z miasta, aby nie krazyc obwodnica. Niestety jeszcze w miescie mialem konflikt z kierowca autobusu. W pewnym momencie nie wytrzymalem, kiedy kolejny autobus “zamknal” mi droge zatrzymujac sie na przystanku i omijajac go, delikatnie uderzylem reka w drzwi kierowcy. To go tak rozloscilo, ze kawalek dalej zajechal mi droge i chcial sie bic, “bo mi rece swedza”. Na moje pytanie, czy to ladnie zajezdzac droge odpowiedzial, ze “to Rosja”! Dalej juz byla tylko droga, przy silnym bocznym wietrze. Praktycznie caly dzien bylo pochmurno, ale padalo tylko troche po 18, kiedy jadlem obiad ufundowany przez dwojke moich rowiesnikow, poznanych przed barem. W tym czasie potwierdzily sie moje wczesniejsze informacje, ze Kazachstan nie daje wiz tranzytowych na granicy. Tam takze uzuskalem informacje o skrocie przy omijaniu Kazachstanu. Niestety i tak bede mial ponad 80 km dalej, czyli dzien drogi wiecej. Po korekcie drogi zwiazanej z obiazdem, ostatnie 10 km przyszlo mi jechac pod wiatr. Nocleg utrzymalem u “mlodych” emerytow. On byl dyrektorem szkoly, a ona wykladala literature rosyjska (obecnie troche sparalizowana po wylewie). Caly wieczor uplynal na rozmowie. dystans dnia – 145,46 km czas jazdy – 7:52:57 h srednia predkosc – 18,45 km/h 29.05.2008 r. czwartek 52 dzien wyprawy Rano bylem stosunkowo szybko gotowy do drogi, natomiast Vladimir spoznil sie ze sniadaniem. A pozniej jeszcze stosunkowo dlugo robil kawe. Ale w towarzystwie milego czlowieka to i czas szybko mija. W droge wyruszylem ok. 8.30 z kiepskim nastawieniem. Wial huraganowy wiatr, pod ktory przyszlo mi jechac ok 30 km. Do ok. 15 to byla po prostu walka z silnym wiatrem – wial z przodu lub z boku. Po drodze odwiedzilem dwa wiejskie sklepy, aby uzupelnic zapasy zywnosciowe i zjesc z zaciszu. W obu poczestowano mnie herbata, a w jednym dodatkowo otrzymalem kawalek kielbasy i konserwe rybna z data sporzycia 2004! Po poludniu, kiedy do konca dnia mial byc juz tylko boczny wiatr (byla prosta droga) lub delikatnie sprzyjajacy zauwazylem, ze mam dwie szprych zlamane i skrzywione tylne kolo. Jakos doczolgalem sie do najblizszej wioski, ale dalej nie mozna bylo jechac (moglbym stracic cale kolo). Tam mi poradzili, zebym zlapal “stopa” i udal sie nim 25 km do warsztatu samochodowego. Tak tez uczynilem. Niestety, warsztat obslugiwali mlodzi chlopcy, ktorzy stwierdzili, ze szprychy mozna wkladac jak sie chce, a pozniej sie je “jakos dokreci”. A o koniecznosci wyregulowania przerzutek po zalozeniu kola nawet nie slyszeli. A ze prace wykonywali pod golym niebem (wlasnie zaczelo padac), wiec postanowilem pojechac dalej “moim stopem”do miasta Iszym. I chyba dobrze zrobilem. Po drodze mijalismy odcinek drogi, ktora prowadzila przez pole I byly niesamowiete koleiny! Az zal, ze nie mialem aparatu przy sobie. W sumie podjechalem ok. 100 km. W Iszym pchajac rower, rozpytywalem sie o mechanikow rowerowych. Porazka. Jedynie co udalo mi sie ustalic to to, ze sa dwa sklepy, w ktorych mozna kupic rowery (bylo po 19 I byly zamkniete). Ale nikt nie wiedzial, gdzie je mozna naprawic. Przypadkiem trafilem do zakladu wulkanizacyjnego, ktorego to wlasciela kolega lubi naprawiac rowery. I tak po 22 mialem naprawiony rower dzieki temu, ze mialem ze soba szprychy. Tylko kolo bylo nie dokonca nacentrowane (nie dal rady), ale mozna bylo jechac. Na tym tez warsztacie dostalem takze jedzenie i nocleg – oczywiscie wszystko gratis. dystans dnia – 69,54 km czas jazdy – 5:12:51 h srednia predkosc – 13,33 km/h 30.05.2008 r. piatek 53 dzien wyprawy O 7 rano bylem juz po sniadaniu i gotowy do drogi, wiec kilkanascie minut pozniej ruszylem. Zrobilem sobie jeszcze tylko zdjecie z wlascicielem warsztatu – z pochodzenia Uzbek. Do poludnia bylo pochmurno, duszno i praktycznie bezwietrznie. Pozniej byl deszcz przez kilkadziesiat minyt, a nastepnie sie rozpogodzilo. Pojawil sie slaby wiatr, delikatnie sprzyjajacy, a poznym popoludniem bylo 24 stopnie ciepla. Caly dzien jechalo mi sie dobrze. Droga byla praktycznie plaska – byl tylko jeden podjazd – wg znaku kont nachylenia wynosil 55%. Jechalem przez obszar praktycznie niezabudowany – tylko pola i lasy. I chociaz byla to droga bardzo uczeszczana, to stacji benzynowych I postojow dla TIRow praktycznie nie bylo. Potwierdzaja sie natomiast informacje, ze po zimie calkowicie “rozplynela sie” droga Krasnojarsk – Irkuck i obecnie asfalt “mozna tam czasami spotkac”! Podobno jedzie takze jeszcze jeden rowerzysta z Polski do Pekinu – jest jakis tydzien przede mna. Jedzie takze grupa ok. 3 dni za mna (to chyba ta moskiewska, o ktorej wczesniej slyszalem). Po kilku kilometrach postanowielem, ze dzisiaj pokonam 165 km, tj. ok. polowe drogi do Omska. Niestety po 165 km nie bylo zadnej wioski czy miasta. Dopiero po 194 km dotarlem do miasteczka. Tam na obrzezach, w nowym domu duzej rodziny, zostalem przyjety w “gosci”. Tradycyjnie juz bylo duzo pytan o Polske (granice, paszporty, mieso, gaz, zarobki, praca). Tylne kolo, pomimo ze nie dokonca naprawione, pracuje niezle i raczej wytrzyma do Nowosybirska, gdzie planuje w nim wymienic opone (moze tak spotkam mechanika). Dzisiejszy dzien troche odczuwaja nogi, ale powinno byc dobrze. Troche lydka jeszcze jest opuchnieta I boli jak dotykam. dystans dnia – 194,75 km czas jazdy – 9:29:55 h srednia predkosc – 20,50 km/h 31.05.2008 r. sobota 54 dzien wyprawy Wstajac o 6 rano bylem pierwszy na nogach. Moi gospodarze wstali znacznie pozniej, ale sniadanie i tak zdazyli przygotowac (oczywiscie byla jajecznica). Przed 8 rano bylem juz w drodze. Do 125 km jechalem praktycznie caly czas pod wiatr (mniej sie meczylem pokonujac Ural). Bylo bardzo cieplo, a momentami duszno. Po ok. 60 km zauwazylem, ze mam malo powietrza w tylnym kole (guma), ale jako ze “walczylem o Omsk”, dopompowalem tylko powietrze. I pozniej tak co 15 – 20 km musialem dopompowywac. Przed 125 km dopadla mnie potezna burza, naszczescie tylko kilkunastominutowa. W jej trakcie byl huraganowy wiatr. Na tyle silny, ze mialem problem nie tylko z utrzymaniem pionu na rowerze, ale i swojego pasa jezdnie (byla dwupasmowka). Na szczescie po burzy wiatr praktycznie ucichl, a momentami nawet zaczal sprzyjac. Na miejsce dotarlem ok. 20. Sa to przedmiescia Omska, gdzie dostalem do dyspozycji dom. Gospodarz ma sie pojawic jutro ok. 9. Odchodzac zabral spora kupke moich brudnych rzeczy do prania. A ja w rekach wpralem pare drobnych rzeczy, ktorych nie mozna prac w pralce. Wieczor to odpoczynek oraz analiza trasy Omsk – Nowosybirsk. dystans dnia – 147,62 km czas jazdy – 8:49:42 h srednia predkosc – 16,72 km/h dystans calkowity – 4447 km calkowity czas jazdy – 250:11 h Zdjęcia z wyprawy w naszej galerii Wyprawa rowerowa Pekin 2008 Wortal Rowerowe.net jest oficjalnym patronatem wyprawy.
Powered by AkoComment! |
||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| DH i 4X |
| Maratony MTB |
| Zawody XC |
| Szosowe |
| Tor |
| BMX |
| Rajdy przygodowe AR |
| Dodaj zawody! |