rowerowe.net Kolarstwo, rower, rowery: filmy, wycieczki, zawody, maratony, części, filmiki, budowa roweru, gry, wyprawy rowerowe, MTB news

JSN ImageShow - Joomla 1.5 extension (component, module) by JoomlaShine.com
Strona główna
V Ekstremalny Rajd Orła Trzebinia 2006 Relacja
Redaktor: keny   
24.09.2006.
startV Ekstremalny Rajd Orła już za nami! W tym roku w Rajdzie wystartowała rekordowa ilość zawodników i zawodniczek. Uczestnicy mieli do pokonania w różnych wariantach: 80, 122 oraz 237 kilometrów. Warianty te były najbardziej optymalne, bowiem chyba nikomu nie udało się nie nadrobić paru do parędziesięciu kilometrów ;)
Najbardziej obleganą kategorią była Open I w której wystartowało niespełna 20 zespołów. Także nasz team w składzie: keny, Foreight wybrał dystans średni czyli Open I. W dalszej części nasza relacja z V ERO.

 

- - - R E K L A M A - - -

- - - R E K L A M A - - -

 

 

 

Jak wspominaliśmy w poprzednim arcie do zawodów nie byliśmy totalnie przygotowani, przez brak kompasu, czołówek, mapników do nieumiejętności szybkiego nawigowania i biegania na orientacje nie wspominając o zerowym pojęciu o wspinaczce skałkowej, zjeździe i pływaniu kajakiem.

  Rajd rozpoczął się parkowym biegiem na orientacje. Miejscem startu był zespół pałacowy w Młoszowej. Na terenie parku rozmieszczone było 18 punktów kontrolnych, każdy zespół miał mapkę oraz kartę na której miały znaleźć się podbite punkty. Za każdy pominięty punkt traciło się 5 minut. Start i każdy zespół leci w inną stronę, biegamy i my. Park nie jest zbyt duży, ale zmęczyć się idzie. Początkowa taktyka – biegamy za pozostałymi mniej więcej kontrolując mapę, później jak już się wszyscy rozproszyli radzimy sobie sami – całkiem nieźle nawet. Kończymy, oddajemy mapkę, karty kontrolne, bierzemy rowery i ciśniemy – większość rowerów już zniknęła. Przejeżdżamy około 1,5 kilometra – pytam brata gdzie ma karty kontrolne na ten etap – ten zdziwiony szuka i mówi że nie ma. Ekstra – wracamy na start po te zakichane karty. Teraz jedziemy prawie na samym końcu. Jeszcze żeby było mało na zjeździe gubimy mapę i kolejne opóźnienie. Ale nic – myślimy jakoś się to odrobi. Ciśniemy według ustalonej trasy przez Psary na szlak rowerowy czerwony by potem dojechać do punktu kontrolnego pierwszego. Asfalt kończy się ostrym podjazdem zaraz za kościółkiem w Psarach – do tego miejsca minęliśmy już spore grupy (a inne pewnie pojechały inną drogą). Zbliżamy się do punktu kiedy z przeciwka mijają nas najlepsze ekipy jadące już do PK 2.

rowery Foreight obmyśla skrót żeby dojść czołówkę – wracamy ponownie na szlak czerwony i ciśniemy w stronę Płok – kolejny błąd i strata czasu – ponownie doganiamy ekipy które już wcześniej wyprzedzaliśmy. Myślimy chwilę i nie mając zielonego pojęcia gdzie ten PK 2 kierujemy się za innymi dużo wolniejszym tempem ;-) Podbijamy, i ciśniemy ile sił na PK 3 (nie patrząc dokładnie gdzie on jest). Jesteśmy świetni – bez kogoś z przodu gubimy się po paruset metrach.. No dobra, jak pojedziemy tu to dojdziemy do drogi asfaltowej a potem jakoś będzie – patrzę na mapę a tu trzeci punkt jest przy stadninie koni w Gaju (tym razem wiemy dokładnie gdzie to) dochodzimy jakąś drużynę, za którą docieramy ponownie do szlaku czerwonego – wrzucamy cięższe przełożenie i jazda – wiemy, że ta stadnina leży dokładnie na tym szlaku.
Szybko podbijamy i drogą asfaltową tym razem chcemy dojechać do Ciężkowic. Najszybciej przez Sierszę, Góry Luszowskie a potem się pomyśli. Dowiadujemy się, że z Gór Luszowskich taką a taką drogą itp. Asfalt, szuter, błota – już nie patrzymy, że syf – trzeba gonić. Pomijamy skręt którym mieliśmy szybko dojechać do 4 PK (kapliczka przy stawie Ciężkowice), ślady opon przeciwników znikają a my nadrabiamy kolejne kilometry. Po upewnieniu się od mieszkańców, że dojedziemy gdzie chcemy deptamy na maksa w pedały. Mijamy kamerzystę – jest dobrze – przecież nie stał by tu bez powodu. Na punkcie zaskoczenie – 4 miejsce i tylko 10 minut straty do pierwszego i 5 do następnego!

Piąty punkt jest gdzieś w Balinie – gdzie dokładnie – zielonego pojęcia nie mamy, tym bardziej jak tam trafić. Wyprzedzamy dwa teamy – jedziemy na drugiej pozycji! Niestety nie na długo – tylko po wjechaniu do Balina gubimy się, tracimy cenny czas, zawracamy, pytamy ludzi – masakra. Foreight upiera się, że dobrze wytyczył trasę – po kłótni z pól i lasów jedziemy w stronę stadionu (punkt odniesienia) i dopiero tam gdzie trzeba. Podbijamy punkt – strata wzrosła do pierwszych – jesteśmy znowu na czwartym. Okazuje się, że gdyby słuchać Foreighta wskoczylibyśmy znowu za liderów – trudno się mówi.

my Teraz mamy już prościej – 6 punkt to odcinek kajakowy na Chechle – mieszkamy blisko więc nie będzie problemów – tylko wydostać się z tego Balina w końcu. Ile sił jedziemy najszybszą możliwą drogą nad zalew (zahaczając o nasz dom by nasmarować łańcuchy). Na tym odcinku prędkość nie spada nam raczej poniżej 30km/h niejednokrotnie przekraczając 40 na lekkich spadach nachylenia licząc że dogonimy następne dwa zespoły. Cóż – kto nie ma w głowie, ten ma w nogach :P

Nad Zalew Chechło przybywamy zadowoleni na 4rtej pozycji. Zadowoleni, bo teraz na dwa następne punkty znamy drogę. Na Chechle czeka ekipa Biker Trzebinia (jak i na starcie) Gosia, Wojtek, Annihilator, nasz tata i nawet rozwell się pojawił. Bierzemy mapkę zbiornika, kajak przejmujemy od ekipy pierwszej która już ukończyła – szybki kurs posługiwania się wiosłami i slalomem machając „wiatrakami” obieramy kurs w stronę pierwszego PK na Chechle. Dobijamy dziobem, podbijamy punkt i hmm.. jakby tu wycofać? Po paru nieudolnych próbach przedzieramy się przez chaszcze (inaczej by nam nie wyszło :P). Na drugi i trzeci punkt docieramy równie nieudolnie. Nauczyłem się jednak ładnie cofać i zmieniać szybko kierunek: jeśli woda jest płytka zapieramy wiosło o dno i siłą nacisku zmieniamy pozycje kajaka – to działa ;) Przy trzecim punkcie trzeba wejść do wody.. do Chechła – myślę sobie będę świecił w nocy – ale cóż poradzę – ściągam buty i wchodzę. Syf jakich mało. Teraz tylko ostatni punkt na wodzie, trochę czasu zajmuje nam nie uderzenie dziobem w betonowe wały ale jakoś sobie radzimy, wyciągamy kajak i jazda ponownie na rower. Czuć ból w rękach – opłynęliśmy w końcu prawie całe Chechło dookoła. Kolejna niezła strata czasowa.

kajakiJedenasty PK jest w dobrze nam znanej drodze przez Puszczę Dulowską. Jedziemy do niego cały czas trzymając 30km/h, przy okazji posilamy się bananami, batonami itp. Dalej na Tenczynek – punkt przy wejściu do Zamku. Z tym też nie mamy problemów (w końcu swoje tereny).

Następne zadanie jakie nas czeka – wspinaczka skałkowa na punkcie gdzie tym razem nie mamy pojęcia jak do niego dotrzeć: „podnóże skały w Dolinie Wrzosy (Rybna)” – z mapy wynika że okolice Brodła, Poręba Żegoty (nawet nie wiem jak to się odmienia :P). Po dotarciu w okolice tej skały i dłuuugich jej poszukiwaniach znajdujemy ją głęboko ukrytą w chaszczach, za drzewami. Czekamy bo obie skałki zajęte przez zespoły przed nami przy okazji podpatrując na którą łatwiej i w ogóle jak się to robi ;-) Nasza kolej. Po ciężkich próbach, stękaniach i pewnie nieudolnie wyglądających ruchach obaj zaliczamy skałkę w 14 minut (limit czasowy 20). Nie tak źle, ale dochodzi nas inny zespół i skałki opuszczamy na 5. pozycji.

Na długim terenowym podjeździe szlakiem zielonym do Sanki odzyskujemy czwarte miejsce i powiększamy przewagę. Zmierzamy na punkt 14 – boimy się go najbardziej. Sześciokilometrowy (w wariancie optymalnym) bieg na orientacje w terenie w okolicach Brzoskwini. Dostajemy mapkę z której oczywiście totalnie nic nie wiemy – jest na niej sześć punktów kontrolnych (ze startem). „Macie kompas?” – Nie, „Biegaliście kiedyś na orientacje?” – Nie. „(Śmiech), Serio?! …Poradzicie sobie” – A może jakaś mała podpowiedź…?
No to lecimy – to znaczy idziemy po ścieżkach, bo terenem byśmy się pogubili. W końcu trzeba zejść z trasy i przez las szukać punktu. Udaje się bez błądzenia – super. Teraz dwójka, idziemy, idziemy – teraz już na mapie nie wskażemy gdzie jesteśmy. Kończy się las, zaczyna się pole, domy, duży doberman – STOP, wracamy ze zwiększonym pulsem :-) Gubimy się jeszcze parokrotnie aż znajdujemy punkt 2. Jeszcze tylko trzy i meta. Do trójki docieramy o dziwo bezproblemowo. Z czwórką nie mieliśmy tyle szczęścia. Przejście przez wąwóz z pokrzywami, nie, to chyba nie tu, wracamy. Punkt musi być za tym (wskazuje palcem wysokie, bardzo strome skały) no dobra, był wcześniej downhill, teraz będzie uphill. Łapiąc czego się tylko da, ześlizgując się co kawałek by w końcu przez parometrowe chaszcze dotrzeć do tabliczki na której mniej więcej pisze żeby tam nie chodzić bo grozi śmiercią itp. – w tle potężny kamieniołom :) Zaczynamy łapać się na oznaczeniach tej mapy – brązowe z czarnym to skały po których się nie powinno chodzić, ciemnozielone to chaszcze też nie przechodne, a takie bardzo duże jasnobrązowe z czarnymi liniami to kamieniołom. Po odwróceniu mapy i przeczesaniu terenu znajdujemy punkt. Na punkt piąty w życiu byśmy chyba nie dotarli gdyby nie załapanie się na ogon innego teamu (Orły Płaza) sklasyfikowanego do tej pory ponoć na siódmym  miejscu (sami dotarliśmy nawet do drogi z samochodami :) Etap BNO kończymy o dziwo na piątym miejscu. Czyżby inni też nie umieli się posługiwać kompasem, nie chciało im się biegać a może jeszcze bardziej się gubili? Do trzeciego miejsca strata już ogromna. Jemy jeszcze, pijemy. Kierunek Miękinia – czas odzyskać czwarte miejsce ;)

etap-pieszy Przez Tenczynek, Krzeszowice dojeżdżamy do podjazdu na Miękinie. Na podjeździe gubimy w tyle konkurentów i z punktu 15. kierujemy się do mety etapu rowerowego szlakiem zielonym do Woli Filipowskiej na główną drogę. Tutaj tracimy jeszcze trochę myląc kierunki tego szlaku, jednak wjeżdżając już na dobrą drogę mamy pewność (na podstawie wcześniejszych obserwacji konkurencji) że znowu wyrabiamy nad nimi przewagę. W Młoszowej zatrzymujemy się przy sklepie, kupujemy 3 litry wody, jedziemy na przepak do parku przy pałacu. Przy okazji zjadam talerz makaronu z sosem, brat się przebiera, pijemy jeszcze napoje przygotowane przez organizatorów.

Czas na etap pieszy – optymalnym wariantem 16 kilometrów. Już na początku błąd. Nie zabieramy więcej napojów, zostawiamy lampki przy rowerze, dodatkowo ja biorę tylko kurtkę rowerową (na deszcz i wiatr) i wyruszamy na górę (zapomniałem nazwy) w Młoszowej. Na jej szczycie zaczyna się czterokilometrowy odcinek specjalny gdzie w nieoznaczonych na mapie miejscach są trzy punkty kontrolne. Idziemy cały czas po tasiemkach porozwieszanych co ileś metrów na drzewach (gubiąc je z oczu średnio co 250 metrów :) Idziemy, idziemy a punktów nie ma.. Nagle jakaś dziwna sytuacja, tasiemki idą w różne strony. Szukamy z jednej, szukamy z drugiej – patrzymy na mapę. Dobra, idziemy tu. Droga się strasznie przeciąga, robi się już ciemno, a punktów jak nie było tak nie ma. Myślimy sobie – jeśli się okaże że trzeba się wracać taki kawał drogi to olewamy to – wycofamy się i mamy spokój :P Ale tak się już wleczemy, Foreight włącza lampkę (rowerową, moja nie działa oczywiście, te dobre zostały przy rowerach) aż w końcu widzimy punkt. A jednak nie będziemy mieli spokoju – trzeba iść dalej. Podbudowuje mnie to. Ściemnia się już na maksa, drugi punkt, trzeci (tutaj poznajemy co to konfetti) – koniec odcinka specjalnego. Następny punkt: - miejsce śmierci księdza Rapacza w Płokach – kawał drogi na nogach. Przez las, chaszcze na skróty dochodzimy do drogi na Psary z Myślachowic. Nie kombinujemy z jedną lampką terenem tylko idziemy drogami głównymi do Płok. Podbijamy punkt. Mija nas jedna ekipa, druga siedzi nam na ogonie – ale jeszcze 5. miejsce. Moja lampka jakimś cudem zaczyna działać. Punkt następny jest w połowie drogi z Myślachowic na Elektrownie Siersza. Po drodze stajemy w sklepie, kupujemy wodę, banany. Nie czując nóg terenem pod liniami prądowymi (nie znam się) wdrapujemy się na górę – podbijamy punkt. Załoga czwarta już daleko z przodu.

zjadz Według mapy kolejny PK jest aż w Krystynowie za cmentarzem na jakiejś górze.. Ciemno już totalnie, jedna lampka nam już ledwo świeci, drugą trzeba ściskać żeby świeciła. Idziemy według mapy pod liniami elektrycznymi, potem gdzieś odbijamy – wychodzimy na „Kopalni”. Do Krystynowa za drogą, przez cmentarz, mijamy 4. ekipę wracającą już z punktu. Jesteśmy na miejscu – tylko sprayem na drzewie napisane, nie ma tzw lampionu, konfetti – nic. Robimy fotkę komórką. Idziemy dalej. Mamy 400 metrów przewagi nad szóstą ekipą. Kolej na Balaton i zjazd z urwiska skalnego ;) Najkrótszą znaną nam drogą idziemy na Balaton. Na Górce obracamy się, Team Południe biegnie. Trudno – dobre i szóste miejsce. Patrzymy na zegarek – lecą bo limit czasu na zjazd z Balatonu się kończy.. Przyspieszamy i my. Sędziowie pomagają nam przywdziać coś w stylu szelek i tłumaczą dokładnie co i jak. Jest godzina 23:00. My bez czołówek, zmęczeni i jeszcze pierwszy raz w życiu zjeżdżać mamy. Wychylam się do tyłu i czuje jak mnie ciągnie głową w dół ;-) Waham się, zastanawiam – już mówię że przecież nie damy rady. Jednak za namówieniem próbuje jeszcze raz – nagle okazuje się że się uda. Zjechałem, brat z większymi kłopotami ale też.

Ostatni punkt kontrolny na trasie i meta! Uda się. Trzeba tylko na Bożniową i na Młoszową zajść. Mamy przewagę znajomości terenu, niewielką stratę czasową. Przez Dworek Zieleniewskich w teren i na Bożniową. Dochodzimy Team Południe, który w ciemności wypatruje krzyża (zmylili się krzyżem na kościele). Zgarniamy ich po drodze i razem stajemy na Bożniowej. Po drodze towarzyszyli nam Annihilator, Kuba (aż na samą górę) i Gosia z Jabkiem od Balatonu. Szukamy punktu – znowu nie ma.. Kuba robi nam fotkę na pamiątkę i poświadczenie że byliśmy. Zostaje 25 minut na dotarcie na Młoszową (godzina 23:35, limit do 24:00). Teraz razem z Team Południe podbiegamy by zdążyć. A trasę mamy taką, że zdążymy i pewnie pykniemy obecnie czwarty team – czyli Orły Płaza. Za pięć minut dwudziesta czwarta. My z drugim zespołem 100 metrów bo bramy parku w Młoszowej, Orły Płaza 100 metrów od drugiej strony. Sprint. Udało się!

Z czasem 15 godzin i 44 minuty Biker Trzebinia razem z Team Południe wbiega na czwartym miejscu. Minutę po nas sklasyfikowany jest Orły Płaza. Dzięki chłopaki za ciekawą rywalizację do samego końca :-)

Wariant 122 kilometrów okazał się dla nas duuużo dłuższym. 120 zrobiliśmy na samych rowerach, nie chce wiedzieć ile nadrobiliśmy na biegu na orientacje i odcinku specjalnym.
W większości konkurencji braliśmy udział pierwszy raz w życiu - jednak jakoś udało się. Bez przygotowania, z taktyką wykorzystania ciśnięcia na rowerze przeżyliśmy. Bezpośrednio po Rajdzie nie mogliśmy chodzić normalnie z bólu. W momencie kiedy piszę te relacje mija drugi dzień a mnie dalej wszystkie mięśnie bolą. Spodziewaliśmy się tego, bo czego można oczekiwać od treningu wyłącznie rowerowego - ale ża aż tak?!

Czwarte miejsce w debiucie uznaje na nasz wielki sukces. W życiu nie brałem udział w trudniejszych zawodach. Teraz mam jeszcze większy respekt dla uczestników największych rajdów ekstremalnych. Takie Rajdy są bardzo dobrym wyznacznikiem własnych możliwości, odporności psychicznej i formy. Pozwalają przezwyciężać własne słabości przez co stajemy się coraz silniejsi. A same maratony rowerowe to nic w porównaniu z połączeniem paru dyscyplin sportowych na raz.

Po tym co przeżyliśmy z pewnością wziąłbym udział w tym rajdzie jeszcze raz.

 

Wyniki kategorii Open I:

1. BUFF KOLIBA  AT I                 12:34
2. ADVENTURA GLIWICE             13:25
3. PERITUS                               13:44
4. BIKER TRZEBINIA                   15:44
4. TEAM POŁUDNIE                     15:44
6. ORŁY PŁAZA TRZEBINIA          15:45
7. TO NIE MOJA ...                     17:07
8. HADES ANPOL POZNAŃ I          17:12
9. DZIKIE TYGRYSY                    17:12
10. HADES ANPOL POZNAŃ II       17:13
-  HKTJ BRZESZCZE
-  40-LATEK TYCHY
-  ZAłOGA G
-  LUDZIE PÓŁNOCY I
-  LUDZIE PÓŁNOCY II

 

Fotki z ERO:

 

Relacja pochodzi ze strony www.BikerTrzebinia.pl

Wyniki, inne relacje i linki do fotek na stronie oficjalnej zawodów http://ero.2006.prv.pl

Skomentuj
  • Prosze nie uzywaj wylgaryzmow i pisz na temat
  • Nie pisz tylko po to zeby reklamowac swoja strone - i tak komentarz zostanie usuniety
  • Aby dodac komentarz przepisz kod z obrazka
  • Wszystkie komentarze sprzed dnia 09.10.2006 zostaly usuniete ze wzg na zmiane systemu komentarzy - przepraszamy
Nick:
E-mail
WWW
Temat:
Komentarz:

Kod z obrazka:* Code

Powered by AkoComment!

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Najnowsze filmy

Break the Cycle - Zwiastun
Category:Zwiastuny
Heavy Metal II : Mont-Saint-Anne 02´
Category:Freeride i Downhill
mio fujifilm bikemaraton karpacz 2008
Category:MTB kolarstwo górskie
mio fujifilm bike maraton 2008 poznań
Category:MTB kolarstwo górskie

Free Joomla Templates