12
sierpnia 2006 podczas Festiwalu Rowerowego w Szklarskiej Porębie odbył
się maraton rowerowy. Maraton w Szklarskiej Porębie rozgrywany w ramach
X Lech Bike Festiwal rozgrywany jest regularnie od 10 lat – jest więc
najstarszą ciągle kontynuowaną tego typu imprezą w Polsce. Organizacja,
przygotowanie trasy, bufetów jest więc tutaj na najwyższym poziomie. W
dalszej części krótka relacja z całego festiwalu, maratonu, fotki i
wyniki.
Do Szklarskiej Poręby wybraliśmy się na wakacje w sierpniu całkiem nie
przypadkowo, nasze plany pobytu na festiwalu planowaliśmy od wielu
miesięcy. Podczas tygodnia pobytu w Karpaczu (gdzie mieszkaliśmy)
zdążyliśmy zaliczyć takie miejsca jak Śnieżka czy Przełęcz Karkonoska –
oczywiście na rowerze.
|
- - - R E K L A M A - - -
- - - R E K L A M A - - - |
|
Festiwal odbywał się w dniach 10-13 sierpnia. Podczas tych 4 dni odbyły
się imprezy: DH, maraton, skoki do wody, skok nad poprzeczką, festiwal
filmów rowerowych, zawody ditrowe, mistrzostwa Polski mechaników
rowerowych, zawodów w pompowaniu dętki, zawody w skoku w dal, zawody w
trzymaniu roweru oraz inne.
Relacja z maratonu:
Już sam opis trasy robił wrażenie i sprawiał, że koniecznie musieliśmy
w nim wystartować: „(…) Po nabraniu sił przyjdzie czas na maratonową
Golgotę czyli wspomniany na początku morderczy podjazd szlakiem czarnym
z Jagniątkowa na Petrovkę - najwyższy punkt na trasie maratonu (1050 m
n.p.m). Jest to 3,5 km odcinek trasy o znacznej różnicy poziomów, który
został udostępniony po raz pierwszy maratończykom w roku 2004 dzięki
uprzejmości Dyrekcji Karkonoskiego Parku Karkonoskiego. Na końcu
Golgoty czeka nas niespodzianka - dłuuuuuuuuuugi zjazd (prawie 6
kilometrów) Drugą Drogą Sudecką (…)”
Dodatkowo sytuacje podgrzewały komunikaty organizatora: „W związku z
sytuacją spowodowaną ostatnimi ogromnymi opadami deszczu musimy zmienić
trochę trasę maratonu. Trasa będzie podobna do pierwotnej z objazdami w
niektórych miejscach. Dlatego prosimy maratończyków o zwracanie
szczególnej uwagi na zalecenia organizatorów, wszelkie znaki na trasie
i bezpieczeństwo - bo w niektórych miejscach może być groźniej niż to
bywa zazwyczaj. Prosimy o wzięcie tych uwag do serca"
Ostatnie dni przed startem pogoda oszczędziła już jednak zawodników i organizatorów dzięki czemu maraton mógł się odbyć.
Start poprzedzał honorowy przejazd głównymi ulicami Szklarskiej
Poręby więc i turyści mieli też dodatkowe atrakcje ;-) Start "lotny"
przewidziany był jeszcze na asfalcie, jednak pod górę - już od początku
stawka w miarę się rozciągnęła. Ja sam świadom zakładu z bratem (kto
zajmie lepsze miejsce) postanowiłem już na tym podjeździe wyrobić nad
nim przewagę.
Początek był bardzo szybki, trasa prowadząca szerokimi, szutrowo
kamienistymi ścieżkami leśnymi o małym nachyleniu bądź po prostej.
Dopiero później zaczyna się długi, przyjemny i bardzo szybki zjazd by
chwile później zacząć pierwszą trudną technicznie wspinaczkę po
śliskich, zabłoconych kamieniach i korzeniach. Zdecydowana większość
zsiada z rowerów i mozolnie zmierza pod górę. Jako, że nie lubuje się w
podejściach podjeżdżam spokojnie, mijając paru bikerów którzy po
wypłaszczeniu tracą czas na wsiadanie i cisnę dalej.
Ból pleców towarzyszący mi w ostatnich startach odzywa się także i
teraz, ale cóż poradzę, trzeba jechać dalej. Gdy staje na pedała
chwilowo ustaje. Zaczynam myśleć już o podjeździe na Petrovkę do
którego nieubłaganie się zbliżam. W końcu ktoś z obsługi ustawiony na
jednym z zakrętów z uśmiechem na twarzy oznajmia że to już i pogania by
trzymać tempo..
Zza zakrętu wyłania się dłuuuuga prosta ciągnąca się nieubłaganie pod
górę. Teren przez pierwsze metry dobry - ubita ziemia, potem szuter. Im
wyżej, tym gorzej - nachylenie rośnie i coraz więcej luźnych kamieni.
Tempo większości pozostałych wyraźnie spada, poddają się i prowadzą, ja
jeszcze twardo cisnę i mijam. Prędkość spada, 9, 8, 6, 5km/h a końca
nie widać. Kolejni bikerzy odpadają. Żeby było ciekawiej zaczynają się
pojawiać odstające belki odprowadzające wodę ze ścieżki. Zatrzymanie na
takiej przeszkodzie oznacza spacer bo ponowne ruszenie po zatrzymaniu
nie wchodzi raczej w grę. Ostatnie 200-300 metrów to prawdziwa rzeźnia,
z dołu widać że tam nikt już nie jedzie. Zaczynają się grube, ostre i
momentami śliskie kamienie. Wydaje się, że nachylenie dalej wzrasta. Na
liczniku 4km/h ale ciągle jade, ci co prowadzą idą z moją prędkością
lub wolniej. Gdy zaczynają się luźnie kamienie pomimo walki koło
buksuje - prowadzę - jak cała reszta przede mną.
Teraz już upragniony zjazd. Petrovka zdobyta. Przed zjazdem stoi
GOPRowiec i ostrzega by naprawdę uważać bo trasa rozmyta. Zjeżdża się
fajnie. Zaczynają się pojawiać trudności w postaci drewnianych belek
odprowadzających wodę na całej szerokości ścieżki - na nieszczęście nie
potrafiących podskakiwać oboma kołami do góry odstają sobie trochę i
mają kształt idealny na dobicie. Belki pojawiają się co kilkanaście
metrów (jak to w górach) a zjazd ma 6 kilometrów. Co parędziesiąt
metrów na poboczu ktoś zmienia dętkę. Niewinnie wyglądające belki
zbierają żniwa na dobiciach ;-) Idealna sytuacja dla mnie. Przeskakując
płynnie przy bardzo dużych prędkościach każdą przeszkodę przesuwam się
do przodu mijając pechowców na poboczach.
Zaczynam zbliżać się do rozjazdu, kiedy dogania mnie brat. Kłócimy się
na jaki dystans jechać, po dłuższej wymianie zdań zgadzam się w końcu
na dystans krótszy (pierwotnie zakładaliśmy oboje opcje Grande).
Końcówka jest bardzo błotna i przypomina trasę zjazdową. Na wyjeździe z
lasu jeszcze zaliczam niegroźną glebę, szybko się zbieram i jedziemy na
metę. Wjeżdżamy z bratem solidarnie w tej samej sekundzie.
Parę dni przez maratonem zdobyliśmy Przełęcz Karkonoską i Śnieżkę (oba
po około 14 kilometrów ciągłego podjazdu), nie spodziewałem się jednak,
że pokonam równie ciekawy podjazd na maratonie. Teraz już chyba żadna
górka na zawodach mnie nie zdziwi ;-)
Nasz wynik (keny i Foteight - Biker Trzebinia)
Dystans picolo, 39 miejsce open, czas: 1:51:12 - obaj w tej samej sekundzie (ukończyło 199 uczestników w tej kategorii).
Nasze zdjęcia
Powered by AkoComment! |