rowerowe.net Kolarstwo, rower, rowery: filmy, wycieczki, zawody, maratony, części, filmiki, budowa roweru, gry, wyprawy rowerowe, MTB news

JSN ImageShow - Joomla 1.5 extension (component, module) by JoomlaShine.com
Strona główna
Maraton Szklarska Poręba - 12 sierpnia 2006 Relacja
Redaktor: keny   
31.08.2006.
szklarska-maraton-my-duze12 sierpnia 2006 podczas Festiwalu Rowerowego w Szklarskiej Porębie odbył się maraton rowerowy. Maraton w Szklarskiej Porębie rozgrywany w ramach X Lech Bike Festiwal rozgrywany jest regularnie od 10 lat – jest więc najstarszą ciągle kontynuowaną tego typu imprezą w Polsce. Organizacja, przygotowanie trasy, bufetów jest więc tutaj na najwyższym poziomie. W dalszej części krótka relacja z całego festiwalu, maratonu, fotki i wyniki.

Do Szklarskiej Poręby wybraliśmy się na wakacje w sierpniu całkiem nie przypadkowo, nasze plany pobytu na festiwalu planowaliśmy od wielu miesięcy. Podczas tygodnia pobytu w Karpaczu (gdzie mieszkaliśmy) zdążyliśmy zaliczyć takie miejsca jak Śnieżka czy Przełęcz Karkonoska – oczywiście na rowerze.

 

 

- - - R E K L A M A - - -

- - - R E K L A M A - - -
 

Festiwal odbywał się w dniach 10-13 sierpnia. Podczas tych 4 dni odbyły się imprezy: DH, maraton, skoki do wody, skok nad poprzeczką, festiwal filmów rowerowych, zawody ditrowe, mistrzostwa Polski mechaników rowerowych, zawodów w pompowaniu dętki, zawody w skoku w dal, zawody w trzymaniu roweru oraz inne.

Relacja z maratonu:

Już sam opis trasy robił wrażenie i sprawiał, że koniecznie musieliśmy w nim wystartować: „(…) Po nabraniu sił przyjdzie czas na maratonową Golgotę czyli wspomniany na początku morderczy podjazd szlakiem czarnym z Jagniątkowa na Petrovkę - najwyższy punkt na trasie maratonu (1050 m n.p.m). Jest to 3,5 km odcinek trasy o znacznej różnicy poziomów, który został udostępniony po raz pierwszy maratończykom w roku 2004 dzięki uprzejmości Dyrekcji Karkonoskiego Parku Karkonoskiego. Na końcu Golgoty czeka nas niespodzianka - dłuuuuuuuuuugi zjazd (prawie 6 kilometrów) Drugą Drogą Sudecką (…)”

Dodatkowo sytuacje podgrzewały komunikaty organizatora: „W związku z sytuacją spowodowaną ostatnimi ogromnymi opadami deszczu musimy zmienić trochę trasę maratonu. Trasa będzie podobna do pierwotnej z objazdami w niektórych miejscach. Dlatego prosimy maratończyków o zwracanie szczególnej uwagi na zalecenia organizatorów, wszelkie znaki na trasie i bezpieczeństwo - bo w niektórych miejscach może być groźniej niż to bywa zazwyczaj. Prosimy o wzięcie tych uwag do serca"

img_5800


Ostatnie dni przed startem pogoda oszczędziła już jednak zawodników i organizatorów dzięki czemu maraton mógł się odbyć.

Start poprzedzał honorowy przejazd głównymi ulicami Szklarskiej Poręby więc i turyści mieli też dodatkowe atrakcje ;-) Start "lotny" przewidziany był jeszcze na asfalcie, jednak pod górę - już od początku stawka w miarę się rozciągnęła. Ja sam świadom zakładu z bratem (kto zajmie lepsze miejsce) postanowiłem już na tym podjeździe wyrobić nad nim przewagę.

Początek był bardzo szybki, trasa prowadząca szerokimi, szutrowo kamienistymi ścieżkami leśnymi o małym nachyleniu bądź po prostej. Dopiero później zaczyna się długi, przyjemny i bardzo szybki zjazd by chwile później zacząć pierwszą trudną technicznie wspinaczkę po śliskich, zabłoconych kamieniach i korzeniach. Zdecydowana większość zsiada z rowerów i mozolnie zmierza pod górę. Jako, że nie lubuje się w podejściach podjeżdżam spokojnie, mijając paru bikerów którzy po wypłaszczeniu tracą czas na wsiadanie i cisnę dalej.

Ból pleców towarzyszący mi w ostatnich startach odzywa się także i teraz, ale cóż poradzę, trzeba jechać dalej. Gdy staje na pedała chwilowo ustaje. Zaczynam myśleć już o podjeździe na Petrovkę do którego nieubłaganie się zbliżam. W końcu ktoś z obsługi ustawiony na jednym z zakrętów z uśmiechem na twarzy oznajmia że to już i pogania by trzymać tempo..

Zza zakrętu wyłania się dłuuuuga prosta ciągnąca się nieubłaganie pod górę. Teren przez pierwsze metry dobry - ubita ziemia, potem szuter. Im wyżej, tym gorzej - nachylenie rośnie i coraz więcej luźnych kamieni. Tempo większości pozostałych wyraźnie spada, poddają się i prowadzą, ja jeszcze twardo cisnę i mijam. Prędkość spada, 9, 8, 6, 5km/h a końca nie widać. Kolejni bikerzy odpadają. Żeby było ciekawiej zaczynają się pojawiać odstające belki odprowadzające wodę ze ścieżki. Zatrzymanie na takiej przeszkodzie oznacza spacer bo ponowne ruszenie po zatrzymaniu nie wchodzi raczej w grę. Ostatnie 200-300 metrów to prawdziwa rzeźnia, z dołu widać że tam nikt już nie jedzie. Zaczynają się grube, ostre i momentami śliskie kamienie. Wydaje się, że nachylenie dalej wzrasta. Na liczniku 4km/h ale ciągle jade, ci co prowadzą idą z moją prędkością lub wolniej. Gdy zaczynają się luźnie kamienie pomimo walki koło buksuje - prowadzę - jak cała reszta przede mną.

 

img_5809

 



Teraz już upragniony zjazd. Petrovka zdobyta. Przed zjazdem stoi GOPRowiec i ostrzega by naprawdę uważać bo trasa rozmyta. Zjeżdża się fajnie. Zaczynają się pojawiać trudności w postaci drewnianych belek odprowadzających wodę na całej szerokości ścieżki - na nieszczęście nie potrafiących podskakiwać oboma kołami do góry odstają sobie trochę i mają kształt idealny na dobicie. Belki pojawiają się co kilkanaście metrów (jak to w górach) a zjazd ma 6 kilometrów. Co parędziesiąt metrów na poboczu ktoś zmienia dętkę. Niewinnie wyglądające belki zbierają żniwa na dobiciach ;-) Idealna sytuacja dla mnie. Przeskakując płynnie przy bardzo dużych prędkościach każdą przeszkodę przesuwam się do przodu mijając pechowców na poboczach.


Zaczynam zbliżać się do rozjazdu, kiedy dogania mnie brat. Kłócimy się na jaki dystans jechać, po dłuższej wymianie zdań zgadzam się w końcu na dystans krótszy (pierwotnie zakładaliśmy oboje opcje Grande). Końcówka jest bardzo błotna i przypomina trasę zjazdową. Na wyjeździe z lasu jeszcze zaliczam niegroźną glebę, szybko się zbieram i jedziemy na metę. Wjeżdżamy z bratem solidarnie w tej samej sekundzie.

Parę dni przez maratonem zdobyliśmy Przełęcz Karkonoską i Śnieżkę (oba po około 14 kilometrów ciągłego podjazdu), nie spodziewałem się jednak, że pokonam równie ciekawy podjazd na maratonie. Teraz już chyba żadna górka na zawodach mnie nie zdziwi ;-)

 

Nasz wynik (keny i Foteight - Biker Trzebinia)

Dystans picolo, 39 miejsce open, czas: 1:51:12 - obaj w tej samej sekundzie (ukończyło 199 uczestników w tej kategorii). 

 

Nasze zdjęcia 

 

Skomentuj
  • Prosze nie uzywaj wylgaryzmow i pisz na temat
  • Nie pisz tylko po to zeby reklamowac swoja strone - i tak komentarz zostanie usuniety
  • Aby dodac komentarz przepisz kod z obrazka
  • Wszystkie komentarze sprzed dnia 09.10.2006 zostaly usuniete ze wzg na zmiane systemu komentarzy - przepraszamy
Nick:
E-mail
WWW
Temat:
Komentarz:

Kod z obrazka:* Code

Powered by AkoComment!

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Najnowsze filmy

Break the Cycle - Zwiastun
Category:Zwiastuny
Heavy Metal II : Mont-Saint-Anne 02´
Category:Freeride i Downhill
mio fujifilm bikemaraton karpacz 2008
Category:MTB kolarstwo górskie
mio fujifilm bike maraton 2008 poznań
Category:MTB kolarstwo górskie

Free Joomla Templates