|
To miały i mogły być jej mistrzostwa świata. Maja Włoszczowska jechała do Nowej Zelandii jako jedna z faworytek wyścigu elity kobiet. Próbkę swoich możliwości pokazała w wyścigu drużynowym, kiedy osiągnęła najlepszy czas wśród seniorek, a zespół zdobył brązowy medal – pisze Przegląd Sportowy.
Jednak wysoka gorączka i osłabienie organizmu dzień przed najważniejszym wyścigiem mocno ograniczyło jej szanse. Mimo wszystko Maja pojechała ambitnie i na mecie zameldowała się z czwartym wynikiem. – To dobry wynik, ale tak naprawdę liczą się medale – mówiła na mecie Maja.
|
- - - R E K L A M A - - -
- - - R E K L A M A - - - |
|
Takie mistrzostwa jak te pamięta się bardzo długo.
MAJA WŁOSZCZOWSKA: To co stało się tutaj na pewno będzie "siedziało" w mojej głowie. Przecież w tym roku nie zdobyłam indywidualnie żadnego medalu! Mam tylko ten z drużyny, ale to tak bardziej na otarcie łez. Już teraz wiem, że ta jesień będzie inna niż poprzednie. O tej porze roku zwykle jeździłam dwa razy w tygodniu do Warszawy na spotkania i wywiady. Był też Plebiscyt waszej gazety. Teraz będzie trochę luzu.
Ta choroba to...
„Szarpnięcie” dla organizmu. Tym bardziej podczas startu, w którym trzeba pojechać na maksimum swoich możliwości. Mocno w siebie wierzyłam, po treningach i po wyścigu drużynowym byłam spokojna. A jeśli tak się czuję, to zawsze znaczy, że jest bardzo dobrze, bo z reguły przed ważnymi występami mocno panikuję. Nie powiem jednak, że medal byłby mój na sto procent, bo przewidzieć się tego nie da.
Dla "Super Ekspressu"
- Do szału doprowadzał mnie wszędobylski smród siarki. Nie życzę takich przeżyć największemu wrogowi. - Maja Włoszczowska
Po raz pierwszy od trzech lat zakończyła sezon bez indywidualnego medalu na mistrzostwach Europy czy świata.
- Ja z natury jestem spokojną drobniutką istotą, ale tym razem nie wytrzymałam. Po wyścigu strzelałam przekleństwami jak z karabinu. Ponad 200 dni w roku człowiek spędza na treningu i ostatecznie nie ma żadnego efektu. Jestem zła, wściekła i ogólnie wszystko jest do bani - nie owija w bawełnę w rozmowie z "Super Expressem".
- Czwarte czy dziesiąte to bez różnicy. Przyzwyczaiłam siebie i kibiców do medali. Zawiodłam, ale za rok wrócę na podium. Tylko wyzdrowieję i już zabieram się ostro do roboty - zapowiada "Pszczółka".
Włoszczowska w swojej karierze zwiedziła już prawie cały świat. Miasto tegorocznych mistrzostw świata - nowozelandzkie Rotorua (leży na Wyspie Północnej) - również przypadło jej do gustu. Było jedno "ale".
- Do szału doprowadzał mnie wszędobylski smród siarki. Nie życzę takich przeżyć największemu wrogowi. Jedyny pozytyw z całej tej mojej choroby był taki, że pod koniec wyjazdu z powodu kataru nie musiałam już tego wdychać - śmieje się Majka.
Powered by AkoComment! |