| Strony konkursowe |
| Zwycięzcy 2008 |
| Turystyka rowerowa |
| Wycieczki i wyprawy |
| Nasze góry |
| Porady |
| Przepisy |
Strona główna | Wyprawa do Chin - powrót do kraju |
| Redaktor: Foreight | ||||||||
| 10.09.2008. | ||||||||
24.08.2008 r. niedziela139 dzień wyprawy Od rana nie miałem większej ochoty na cokolwiek. Jednak po południu poznany na Mszy Św. Jurij (również rowerzysta) udostępnił mi komputer, wiec wysłałem do kraju kolejne relacje. Następnie poszliśmy kupić jeszcze aparat fotograficzny, ponieważ dotychczasowy popsuł się całkowicie. Stosunkowo szybko udało nam się z tym problemem. Wówczas Jurij się ze mną pożegnał, a ja zrobiłem sobie spacer po mieście. Nie zrobiło ono na mnie większego wrażenie, chociaż nabrzeże ma fajne. Wracając zrobiłem jeszcze tylko zakupy na drogę – w końcu czekał mnie tydzień w pociągu.
Pociąg odjeżdżał o 20.16 czasu moskiewskiego (3.16 czasu miejscowego). Ja na dworcu pojawiłem się 2 godziny wcześniej ponieważ liczyłem, że wcześniej uda mi się ustalić z prowadnikiem sposób przewozu roweru. Niestety, prowadnica pojawiła się dopiero na 30 min. przed odjazdem pociągu i od razu odesłała mnie do Naczelnika! Pani Naczelnik jednak tylko kazała kupić bilet na dodatkowy bagaż (180 rub.), odkręcić koła i położyć rower na trzeciej półce, przeznaczonej na pościel. Udało się. Obeszło się bez wagonu bagażowego i większych opłat. Koła odkręciłem jeszcze na peronie, ale samo mocowanie odbyło się już podczas jazdy pociągu przy dezaprobacie współpasażerów, którzy wysyłali rower do przedziału bagażowego. dystans dnia – 3,34 km 25.08.2008 r. poniedziałek 140 dzień wyprawy Rano obudził mnie płacz 22-miesięcznego Artioma. Jedzie on z mamą Elwirą, 40-letnią babcią Olgą i 7-letnią ciocią Wierą do Permu. Do Jarosławia jedzie studentka Katia. To moi towarzysze od 1 km drogi. Rano dołączył do nas Kamil, student z Krasnodaru (wraca do domu przez Moskwę). Tak wygląda moja kompania na najbliższe dni. Podróż mija po woli, ale spokojnie. Jedynym urozmaiceniem dnia było spotkanie z Tatianą na dworcu w Chabarowsku. Ten 30 min. postój spowodował także, że mam „osobistą opiekunkę” w postaci Katii. Ma mnie pilnować, abym nie zaginął na którymś z dworców. A wszystko dlatego, że korzystając ze stosunkowo długiego postoju, wyszliśmy z Tatianą na chwilę przed dworzec i przy okazji zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie. Prowadnica tak się wystraszyła, że nie zdążę do pociągu przed odjazdem (chyba mnie lubi) i kazała mnie pilnować. Wieczorem, kiedy Artiom już spał, usiedliśmy przy piwku. Była to właściwie pierwsza okazja do zamiany kilku zdań z Kamilem, który przez cały dzień spał. 26.08.2008 r. środa 142 dzień wyprawy Podróżni w wagonie znają się coraz lepiej, a nowe znajomości zataczają coraz szersze kręgi. Grając w karty z Katią i Saszą zagadnęliśmy przechodzącego mężczyznę. Tak poznaliśmy 34-letniego Romana spod Permu na Uralu, ojca dwójki dzieci. Wraca do swojej rodziny z odwiedzin u matki mieszkającej we Władywostoku. Przesiedzieliśmy razem całe popołudnie grając w karty. Ok. 20-stej pociąg dotarł do brzegów Bajkału. Przez prawie 2 godziny mogłem go podziwiać z okien wagonu, aż się w końcu ściemniło. Po 23-ciej pociąg dotarł do Sljudianki. Tam na peronie kupiliśmy sobie Omula (ryba żyjąca tylko w Bajkale). Do wyboru był suszony oraz wędzony (ciepły i zimny). Najedliśmy się do syta. A kiedy zjedliśmy go a pociąg ciągle stał (postój zamiast 2 min. trwał 40 min.), poszliśmy jeszcze raz na peron kupić Omula. Wszyscy dorośli w „moim kupe” oraz Roman postanowili ze mną poczekać ze mną na stację w Irkucku. Tam Ojciec Włodzimierz dostarczył mi torbę z rzeczami pozostawionymi w drodze do Pekinu, a przydatnymi w Polsce. Moi towarzysze bali się, że gdzieś się zapodzieję i pociąg pojedzie dalej a ja zostanę. Także druga prowadnica Ania, niespełna 20-letnia studentka z Władywostoku (latem jeździ pociągami i w ten sposób zarabia sobie na studia), bacznie zwraca uwagę, gdzie chodzę. 28.08.2008 r. czwartek 143 dzień wyprawy Pociąg jedzie i jedzie, głównie przez brzozowe lasy. Czasami pojawia się na horyzoncie jakaś wioska, czy miasteczko. Następuje powolna wymiana pasażerów. Jedni wysiadają, a na ich miejsce zazwyczaj na tej samej stacji wsiadają kolejni (brak wolnych miejsc w wagonie). Praktycznie wszyscy pasażerowie poza jedzeniem i piciem, mają jeszcze trzy wspólne zajęcia: łuskanie słonecznika, czytanie i namiętna gra w karty. Życie w pociągu mija powoli, ale w dobrym towarzystwie przyjemnie i wesoło. Przed wyjazdem z Polski słyszałem opowieści, ile to alkoholu spożywa się w tym pociągu. Jak na razie jestem pozytywnie zaskoczony. Alkohol pije nie wiele osób i to w małych ilościach wieczorem. 29.08.2008 r. piątek 144 dzień wyprawy Mijają kolejne dni podróży. Prowadnice umilają czas podróżnym puszczając muzykę. Artiom, najmłodszy pasażer w wagonie, zyskał sympatię pozostałych. Wszyscy biorą go na ręce i częstują smakołykami. Ja coraz to nowym grupom pasażerom opowiadam o wyprawie rowerowej „Pekin 2008” na Igrzyska Olimpijskie. Oczywiście zaczyna się od mojego wyjaśnienia, że w Pekinie byłem jako turysta i kibic, a nie zawodnik. Zdarzają się przypadki ludzi opowiadających, że widzieli mnie w telewizji lub ktoś im mówił o samotnym rowerzyście z Polski jadącym do Pekinu! Jaki ten świat jest mały! Na stacjach, gdzie pociąg stoi kilkanaście lub kilkadziesiąt minut, ludzie wychodzą poza peron do sklepów spożywczych. Należę do tych, którzy chodzą najczęściej. Jedna to możliwość dokonania tańszych zakupów niż na peronie u babuszek, a druga to urozmaicenie i ruch dla organizmu zmęczonego monotonią podróży. A i adrenalina się podnosi kiedy człowiek nie wie, czy zdąży z powrotem do pociągu. Jak na razie wszystkim udaję się. Cały dzień jechaliśmy przez wyżynę syberyjską, więc pojawiły się pola, a lasy iglaste częściowo zastąpiły lasy brzozowe. Nawet nie było ładnych widoków, tylko brzozowy las i pole. Ale dzięki fajnym towarzyszom podróży czas i tak szybko mija. Od każdego z nich wziąłem dane kontaktowe, a Roman podarował mi porcelanowy kufel do piwa i zaprosił do siebie na przyszłoroczne wakacje (spław rzeką i połowy ryb). Ja mu odwdzięczyłem się prezentem w postaci jednej z koszulek podarowanych na wyprawę. 30.08.2008 r. sobota145 dzień wyprawy Dzień nie zaczął się najlepiej. Od rana na Uralu było pochmurno i padał deszcz. Na dodatek nasza kompania bardzo się skurczyła. W Permie z „mojego przedziału” wysiadły babcia Ola, Elwira, Wiera, no i Artiom. Wysiadł także Roman, którego żona przywiozła dla mnie reklamówkę z domowymi ogórkami i jabłkami. Jednak nie jechaliśmy dalej z wolnymi miejscami. Doszedł kilkunastoletni chłopak, którego babcia jechała kilka miejsc dalej. Nie odzywał się. Bawił się tylko komórką i spał. Dołączyła do nas także Marina z córeczką Polą. One jak się wyspały zaczęły z nami rozmawiać, a Pola nawet siadać mi na kolana i nazywać mnie swoim tatą! Wieczorem pożegnał nas także Sasza. Ja jednak czułem się nienajlepiej. Chyba zacząłem (a przede wszystkim żołądek) odczuwać zmianę klimatu. W końcu po ponad 3 miesiącach znowu jestem w Europie! Nie były to duże dolegliwości. Bolał tylko żołądek i przez cały dzień byłem śpiący. No i nie miałem na nic ochoty. 31.08.2008 r. niedziela 146 dzień wyprawy Jeszcze przed 7-ą rano w Jarosławiu pożegnała nas Katia. Ze „starego składu” pozostałem już tylko ja z Kamilem. Mieliśmy 4 godz. drogi do Moskwy. Dużo czasu. Na tyle dużo, że jeszcze w pociągu przykręciłem koła i przygotowałem rower do drogi. Pasażerowie byli na tyle zainteresowani wyprawą, że po przyjeździe pociągu niektórzy czekali aż ja jako ostatni wyjdę z wagonu, aby zrobić sobie ze mną zdjęcie. Ja też miałem do zrobienia jedno zaległe zdjęcie – z prowadnicą Anią. Zrobiliśmy je już w pustym wagonie. Z peronu na Dworcu Jarosławskim od razu udałem się do informacji kolejowej, aby uzyskać informacje co do rozkładu jazdy pociągów do Kaliningradu, Pskowa i Rezekne (Łotwa). Nie było kolejek, więc pomimo „wizyt” przy dwóch okienkach, poszło sprawnie. Następnie czekała mnie przejażdżka przez Moskwę „na stare śmieci” i Msza Św. w Katedrze. Późnym popołudniem postanowiłem zaryzykować i kupić bilet na pociąg do Kaliningradu i dopiero z nim iść wyrobić białoruską wizę tranzytową w trybie ekspresowym. Nie udało się go kupić, ponieważ pani w kasie na Dworcu Białoruskim uparła się, że muszę mieć wizę litewską! Nie rozumiała, że jest mi ona niepotrzebna! Jednak „nie wojowałem”, ponieważ uspokoiła mnie informacją, że biletów jest dużo i jutro w południe również jeszcze będą. Postanowiłem więc wrócić po bilet, jak już będę po wizycie w Konsulacie Białorusi. dystans dnia – 6,80 km 01.09.2008 r. poniedziałek 147 dzień wyprawy Rano udałem się do konsulatu białoruskiego po wizę tranzytową. W trybie ekspresowym kosztuje 35 euro (normalnie 20 euro). Trochę się przy tym nachodziłem, ponieważ pani w kasie nie chciała przyjąć banknotu 50 euro, tylko 35 euro i to w nowych banknotach! Skończyło się na tym, że kupiłem wymaganą kwotę w banku w nowych nominałach. Z Konsulatu udałem się na Dworzec Białoruski, aby kupić bilet do Kaliningradu. Kupiłem go (1400 rub.) na podstawie ksero paszportu, ale musiałem podpisać oświadczenie, że posiadam wizę litewską! Pani w kasie nie była w stanie przyswoić informacji, że Polacy jej nie potrzebują! Później musiałem jeszcze iść do kasy bagażowej, aby wykupić bilet na rower. Akurat pani zrobiła sobie dłuższą przerwę, więc się trochę naczekałem. Jak już się pojawiła okazało się, że dobrze zrobiłem zabierając swój bilet bagażowy z trasy Władywostok – Moskwa. Pani nie zagłębiając się w szczegóły wystawiła taki sam, tyle że droższy od poprzedniego, ponieważ kosztował 230 rub. O 16.00 odebrałem paszport z wizą białoruską, zrobiłem szybkie zakupy na drogę i po przejechaniu niespełna 2 km byłem na Dworcu Białoruskim. Znowu musiałem tłumaczyć, dlaczego nie posiadam litewskiej wizy! Tym razem prowadnica wymyśliła sobie, że bez wizy nie mogę jechać! Na szczęście Naczelnik pociągu był zorientowany i ją uspokoił. Rower przywiązałem w końcu wagonu, w miejscu przeznaczonym dla palaczy. Sam wagon nie był fajny. Stara plackarta z nieszczelnymi oknami. dystans dnia – 1,95 km 02.09.2008 r. wtorek 148 dzień wyprawy Poranek w pociągu był bardzo zimny. Wziąłem nawet drugi koc od prowadnicy, ale i tak nie było zbyt ciepło. Kiedy wszyscy już wstali i zjedli, wywiązała się długa dyskusja na temat agresji Gruzji na Osetię Południową i Abchazję. Generalnie moi Rosyjscy współtowarzysze podróży byli przekonani, że w związku z podjęciem przez parlament rosyjski decyzji o uznaniu niepodległości tych regionów, zostały one włączone w skład Federacji Rosyjskiej! Odprawy graniczne białorusko – litewskie i litewsko – rosyjskie były stosunkowo szybkie i sprawne, więc pociąg bez problemów przybył punktualnie do Kaliningradu o 18.07. Miałem 23 min. do odjazdu pociągu do Malborka. Najpierw zaprowadziłem rower z bagażami na peron i tam dowiedziałem się od rosyjskiej konduktorki, że nie muszę opłacać przewozu bagażu. Pobiegłem więc do kasy międzynarodowej i kupiłem bilet za 430 rub. (w Moskwie za ten bilet chciano 550 rub.!). Po 1,5h drogi dotarłem do Polski! Po prawie 5 miesiącach wróciłem do kraju. Po kolejnych 3 godz. byłem w Malborku. Wówczas już tylko wsiadłem na rower i pojechałem do domu rodzinnego w Dąbrówce Malborskiej. Byli trochę zaskoczeni, ponieważ cały czas powtarzałem, że wracam 03.09.2008 roku. Tak zakończyła się wyprawa rowerowa „Pekin 2008”. dystans dnia – 10,37 km czas jazdy – 0:35”45 h średnia prędkość – 17,42 km/h dystans całkowity – 10.434 km całkowity czas jazdy – 607:02 h Zdjęcia z wyprawy w naszej galerii Wyprawa rowerowa Pekin 2008 Wortal Rowerowe.net jest oficjalnym patronatem wyprawy.
Powered by AkoComment! |
||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| DH i 4X |
| Maratony MTB |
| Zawody XC |
| Szosowe |
| Tor |
| BMX |
| Rajdy przygodowe AR |
| Dodaj zawody! |