rowerowe.net Kolarstwo, rower, rowery: filmy, wycieczki, zawody, maratony, części, filmiki, budowa roweru, gry, wyprawy rowerowe, MTB news

JSN ImageShow - Joomla 1.5 extension (component, module) by JoomlaShine.com
Strona główna
Wyprawa do Chin - ostatnie relacje z Pekinu i powrót do domu
Redaktor: Foreight   
26.08.2008.
p718139814.08.2008 r. czwartek
129 dzień wyprawy

Po śniadaniu udałem się na 9.30 obejrzeć kolejne zmagania olimpijskie. Tym razem były to zapasy. Szkoda tylko, ze nasi reprezentanci odpadli już po pierwszych swoich walkach. Polscy kibice jednak chcieli, aby nadal mówiono o Polakach i to pozytywnie. Donieśli wiec przygotowującemu transmisję Andrzejowi Supron o mnie. A ten pokazał mnie kibicującego w przekazie przygotowanym dla wszystkich stacji telewizyjnych na świecie z informacją w j. angielskim, w jaki sposób dotarłem do Pekinu.



- - - R E K L A M A - - -

- - - R E K L A M A - - -



Po walkach zapaśniczych udałem się przed Capital Gymnasium, gdzie wczesnym popołudniem nasi siatkarze grali z Serbią. Ulewny deszcz skutecznie wystraszył „koników”, a numer z wyniesionymi biletami już nie przeszedł. Zrobiłem wiec zakupy w pobliskim supermarkecie i udałem się do siebie. 
Pod wieczór wyszedłem do zakładu fotograficznego, aby trochę popracować na komputerze. Niestety, mieli awarię. Znalazłem kafejkę internetową, gdzie nim dostałem komputer spisano moje dane z paszportu oraz zrobiono mi zdjęcie. Tutaj działał tylko Internet. Komputer nie miał zainstalowanego żadnego innego oprogramowania oraz nie było wejść USB! Mogłem jednak odpowiedzieć na zaległe maile oraz zamówić u polskiego dystrybutora bilety na ćwierćfinały mężczyzn w siatkówce i piłce ręcznej. 

15.08.2008 r. piątek
130 dzień wyprawy

Rano trochę rozejrzałem się za pamiątkami, ale nic nie kupiłem. Nie było nic interesującego. Zresztą myślami byłem już przy meczu siatkarek Polska – Wenezuela. Nie miałem biletu, ale przed stadionem dostałem go od Mariusza z Cichego k. Brodnicy w nagrodę za trud pokonanych kilometrów! Polki wygrały pewnie 3:0. Obejrzałem jeszcze mecz Włochy – Serbia i trzeba było wracać do siebie. 
Szybko zjadłem i ruszyłem na stadion lekkoatletyczny. Na jednej ze stacji spotkałem Jacka z Kielc (znaliśmy się z meczy siatkarskich). Namówił mnie, abym najpierw poszedł z nim na finał mężczyzn w szpadzie drużyn, który był w hali sąsiadującej ze stadionem lekkoatletycznym. Tam walczyli nasi szermierze. Przegrali, ale zdobyli srebny medal. Później przyszli jeszcze do kibiców, aby rozdawać autografy i pozować do wspólnych zdjęć. Po hymnie francuskim zaśpiewaliśmy naszym „Mazurka” i ruszyliśmy biegiem na stadion. Ledwo usiedliśmy na trybunach za kulomiotami, a już była pierwsza próba T. Majewskiego. Po zwycięstwie nasza radość nie miała granic. Wraz z trzyosobową rodziną z Sosnowca chodziliśmy za trybunami i śpiewaliśmy oraz skakaliśmy z radości. Pierwsza konkurencja w la na tych Igrzyskach i od razu złoto. Ludzie podchodzili do nas i gratulowali nam. A zdjęć zrobiono nam tysiące.


p719141316.08.2008 r. sobota
131 dzień wyprawy

Dzięki Panu Janowi Pośnik z Polskiej Misji Olimpijskiej, mój dzień zaczął się od wejścia do Wioski Olimpijskiej. Na początek przez dłuższą chwilę porozmawiałem sobie z Leszkiem Blanik, który częściowo pokazał mi wioskę. On także zaproponował wspólne zdjęcie ze spotkaną Otylią Jędrzejczak. Następnie poszedłem do bloku A7, gdzie mieszka polska reprezentacja. Poznałem tam kilku trenerów, prezesów związków, lekarzy, no i oczywiście samych zawodników. Wystarczyło, że Pan Jan tylko wszystkim przechodzącym koło wejścia mówił, że przyszedł w odwiedziny chłopak, który do Pekinu przyjechał z Sopotu na rowerze. Aparat nie nadążył robić pamiątkowych zdjęć. W sumie byłem tam ponad 4 godziny.
Z Wioski Olimpijskiej udałem się na Dworzec Kolejowy, aby dowiedzieć się o możliwość wyjechania z Pekinu pociągiem wraz z rowerem. Tym razem o pomoc poprosiłem poznanego na siatkówce Rafała, który studiuje w Pekinie. Po godzinie czasu udało się mniej więcej ustalić wyjazd z Pekinu do granicy z Rosją (koło Władywostoku). Nie powinno być problemu z wywiezieniem roweru, ale trzeba być na dworcu na 4 godziny przed odjazdem pociągu, aby zdążyć go nadać na bagaż. Biletu kupić nie mogłem, ponieważ są sprzedawane nie wcześniej niż na 4 dni przed odjazdem pociągu. 
Z Dworca udałem się szybko do siebie, aby zjeść i zajrzeć na chwilę do kafejki internetowej. Później był już tylko mecz siatkarzy z Brazylią. Szkoda, że przegrany 0:3.


17.08.2008 r. niedziela
132 dzień wyprawy

Dzień rozpocząłem od Mszy Św. w Kaplicy w Ambasadzie RP. Później udałem się pod Capital Gymnasium, gdzie o 12.30 był mecz siatkarek Polska – USA. Niestety, najtańsze bilety były po 500Y, więc postanowiłem nie wchodzić. Ale już wcześniej umówiłem się z rodakami, że po meczu jedziemy razem taksówkami na tor wioślarski. Musiałem czekać ponad 2 godziny aż się mecz skończy (przegraliśmy 2:3). Wówczas jednak okazał się, że oni nie jadą. Taksówek też nie było. Musiałem jeden przystanek pojechać autobusem i dopiero wówczas złapałem taksówkę, którą jechałem ok. godziny. Kosztowało mnie to 152Y + 10Y opłaty drogowej. Na miejscu, zanim dotarłem do swojego sektora (szedłem ok. 10 min.), zdążył się skończyć finał czwórek wagi lekkiej, gdzie zdobyliśmy srebny medal. Jednak chwilę później był finał czwórek podwójnych, w którym nasi reprezentanci zdobyli złoty medal! Drugie złoto dla Polski na Igrzyskach, a ja jestem tego świadkiem! Z powrotem miałem już wracać autobusem, ale koledzy namówili mnie na taksówkę, za którą ostatecznie zapłacił Karol. Wysiedliśmy koło stadionu lekkoatletycznego, ale najtańsze bilety były po 800Y, wiec z Rafałem (spotkaliśmy się na koniec wioślarstwa) udaliśmy się na dworzec kolejowy. Tam po 1,5h biegania udało się kupić bilet do Harbin na pociąg, do którego na bagaż mogę nadać rower. Jakie połączenie mam z Harbin dalej nie udało się ustalić, ponieważ nie posiadają centralnej informacji. 
Kiedy wróciłem przed 24 do siebie, przed hotelem czekali na mnie Damian i Walezy. Nie mieli gdzie spać, a w „moim” hotelu chcieli ich skasować za taki pokój jak mój dwa razy więcej niż mnie. Poszliśmy z Damianem do recepcji po negocjacjach stanęło, że będą płacić za pokój 300Y (ja płacę 240Y). Jak zaznaczyła Pani w recepcji, robi to tylko dla tego, że są Polakami i moimi przyjaciółmi.


18.08.2008 r. poniedziałek
133 dzień wyprawy

Dzień zaczął się bardzo leniwie. Po 11-stej musiałem wymienić kolejne 100 USD (680Y). Zajmuje to dużo czasu, ponieważ trzeba wypełnić kilka druczków i skserować paszport. Na szczęście robią to sami, więc ja tylko podpisuję. Następnie udałem się na ostatni grupowy mecz naszych siatkarzy z Rosją. Chciałem wejść, jeżeli bilety będą do 300Y. Były po 250Y oraz bardzo zacięty i emocjonujący mecz, zakończony zwycięstwem naszych 3:2. Po meczu wróciłem do siebie, ale czasu wystarczyło mi tylko na zjedzenie kanapek. Spieszyłem się na zawody w gimnastyce sportowej, a konkretnie mnie interesował finał skoku z udziałem Leszka Blanka. W drodze spotkałem się z Walezym i Damianem. Jechali na stadion lekkoatletyczny, który jest obok hali (to samo wejście do kompleksu sportowego). Sam finał był emocjonujący, a radość po zwycięstwie Leszka Blanka była ogromna. Szkoda tylko, że tak mało rodaków zdecydowało się wybrać na te zawody. Po finale poszedłem jeszcze na stadion lekkoatletyczny (udało się wejść bez kupowania biletu). Zdążyłem zobaczyć start Marka Plago i rekord świata w skoku o tyczce J. Isimbajewej. Kiedy z Walezym i Damianem wróciliśmy do hotelu było już po północy.


19.08.2008 r. wtorek
134 dzien wyprawy

 O 8-ej poszlismy w trojke (Damian, Walezy i ja) na sniadanie w naszym hotelu. Po nim posiedzielismy z Walezym przy kawie i troche powspominalismy nasza droge. Zaproponowal mi takze, abysmy wspolnie pokonali afrykanska trase, ktora w latach 30-stych XX w. przemierzyl na swoim rowerze Kazimierz Nowak. Nastepnie wypozyczylem od Walezego laptopa I przygotowalem kolejne relacje do wyslania. Chcialem je wyslac z zakladu fotograficznego, ale tam znowu byla awaria internetu.
 Wczesnym popoludniem udalem sie troche pozwiedzac miasto. Napoczatek wybralem Lama Temple. Warto tam zajrzec, To jedna z najbardziej interesujacych swiatyn, jakie widzialem w Chinach, Stamtad udalem sie na stacje metra Beituchang. Przed nia odbywa sie najwiekszy handel biletami na areny olimpijskie (niedaleko jest hala do pilki recznej oraz kilka innych aren, a i na glwny stadion tez nie jest daleko). Przed hala potwierdzily sie moje przypuszczenia (nie mialem gdzie to wczesniej potwierdzic), ze moj billet nie jest na mecz cwiercfinalowy naszych pilkarzy recznych. Znalazlem jednak “konika”, ktory przyjal moj billet na wymiane. Musialem jednak doplacic mu 100Y, bo niby moj byl na gorsze miejsca. Nastepnie udalem sie zwiedzic Katedre Poludniowa. To juz chyba moj ostatni zabytek w Pekinie, a moze takze w Chinach.

p720149920.08.2008 r. sroda
135 dzien wyprawy

 
 Po wspolnym sniadaniu z Damianym i Walezym przenioslem swoje sakwy i rower do ich pokoju, a sam poszedlem do Capital Gymnasium. Przed wejsciem spotkalem Pana Wojtka Kupczyk z Brodnicy, z ktorym spedzilem kolejnych kilka godzin. Byl to dzien pozegnan kibicow, poniewaz wielu mialo bilety powrotne wykupione na 21.08.2008 r. Przede wszystkim obejrzelismy jednak dwa emocjonujace cwiercfinaly siatkowki mezczyzn. W pierwszym Rosjanie pokonali Bulgarie 3:1, a w drugim Wlochy Polske 3:2. Nastepnie lapalismy taksowki i pedzilismy, aby zdazyc chociaz na druga polowe cwiercfinalu pilki recznej Polska - Islandia. Ja mialem jednak pecha. Trafilem do taksowki, ktorej kierowca chyba nie umial czytac nawet po chinsku! na szczescie wykonal telefon i z wielkim trudem, ale dowiozl nas na miejsce. Niestety znowu porazka (30-32). Przykre rozstanie z Igrzyskami. Pozegnalem sie z Panem Wojtkiem i z Rafalem (byl na pilce recznej) i wrocilem do hotelu po rzeczy. Po drodze zaszedlem jeszcze tylko na coubenz, ktore mi bardzo smakuje, a byc moze juz pozniej nie bede mial okazji go jesc. 
W hotelu staralem sie mozliwie szybko zebrac swoje rzeczy i ruszyc w droge na dworzec, aby byc wczesniej niz wymagane 3 godz. przed odjazdem pociagu o 22.54 (dotarlem ok. 19.20). Tam w miejscu nadania bagazu byla nawet dziewczyna mowiaca niezle po angielsku. Ale ciagle tylko powtarzala, ze nie moge dzisiaj jechac do Harbin, tylko jutro! Dramat! Jeszcze nie zdaze na 24.08.2008 r. na pociag Wladywostok - Mockwa (billet czeka od ponad miesiac we Wladywostoku). Zaczalem ja meczyc pytaniami i prosbami, az wkoncu mnie olsnilo. Jej mowienie, ze nie moge dzisiaj jechac do Harbin oznaczalo, ze nie dotre tam dzisiaj tylko jutro! Dalsza rozmowe z Pania kontynuowal Damian, ktory akurat dotarl z Walezym. Z wielkim trudem udalo sie rower nadac na Bagaz (zachowywali sie, jakby robili to pierwszy raz) za 132Y (w tym 10Y ubezpieczenie). Zajelo to ponad godzine. Akurat jak konczylismy na dworzec dotarl Wiceprezes SKOK Stefczyka, Pan Jaroslaw Lech. W czworke udalismy sie do restauracji za sciana, gdzie ok. godziny siedzielismy i wspominalismy nasze podroznicze przygody. (Pan J. Lech rowniez podruzuje). Ok. 22.15 otworzono bramke na peron i moglem isc do pociagu. Rewalacja. Czysty, zadbany wagon z klimatyzacja. Jakies 30 min. po tym jak pociag ruszyl, konduktor wylaczyl swiatlo i wszyscy poszli spac.


dystans dnia - 8,79 km


21.08.2008 r. czwartek
136 dzien wyprawy

 
 Pierwszy dzien od dawna, kiedy moglem sobie pospac. Niestety, obudzilem sie o 7.30. Do poludnia wlasciwie tylko czytalem gazete, ktora otrzymalem jeszcze w Ambasadzie w Pekinie oraz troche porozmawialem sobie ze studentami Harbinskiego Uniwersytetu. Oni zaproponowali, ze pomoga mi przy odbiorze roweru. 
Po przyjezdzie pociagu do Harbin o 14.45 udalismy sie do miejsca odbioru bagazu, ale roweru nie bylo, a studenci nie potrafili wyjasnic, kiedy moze byc. Na szczescie pojawil sie chlopak, ktory jak na chinczyka wyzroznial sie duza zaradnoscia. Wiedzac jeszcze z Pekinu, ze rower moze byc do odbioru 2 godz. po przyjezdzie, poprosilem go o pomoc w uzyskaniu informacji dotyczacych pociagu do Suifenhe. Jak je wszystkie zdobyl to i rower juz byl gotowy do odbioru. Bilet siedzacy na nocny pociag (21.26 - 6.50) kupilem bez problemu za 76Y. Ale nadanie roweru to to juz dramat. Poinformowano mnie, ze dotrze on na miejsce dwa dni po mnie! Zaczela sie dyskusja i prozby, juz chcialem isc na dworzec autobusowy. Jednak chlopak byl na tyle zaradny i kumaty, ze potrafil z Paniami wynegocjowac, aby rower wyslaly tym samym pociagiem, ktorym ja jade do Suifenhe. Jednak roweru nie zwazyli tylko wpisali wage 25 kg (taka sama waga byla na metkach z Pekinu, tez nie wazyli) i skasowali 55Y. 
Mialem 4 godz. do odjazdu pociagu. Zjadlem, a nastepnie postanowilem udac sie do dworcowej poczekalni. Tu okazalo sie, ze jest segregacja. O salach VIP wiedzialem, ale z kolejnej rowniez mnie pogonili, bo mialem zbyt tani billet. W nastepnej z tego powodu chcieli ode mnie 10Y. Dopiero w czwartej (standard lepszy od polskich poczekalni) moglem spokojnie posiedziec. Tu okazalo sie, ze moj aparat fotograficzny sie zepsul. 
Na 20 min. przed odjazdem pociagu zostalem wpuszczony na peron (jest to jednoznaczne z mozliwoscia zajecia miejsca w pociagu). Postanowilem jednak zamienic swoje miejsce siedzace na lezace (nie moglem tego zrobic w kasie biletowej!). Poczatkowo mialo to kosztowac 140Y, ale po chwili okazalo sie (kiedy stwierdzilem, ze nie stac mnie na taki wydatek), ze tylko 68Y. Jednak numeracja wagonow byla na tyle niezrozumiala, ze zamiast do plackarty trafilem do kupe. Tam prowadnik poprosil rosjanke mowiaca po chinsku, aby mi wyjasnila, gdzie jest moj wagon. Tak poznalem Tatiane. Bala sie sama jechac w przedziale, wiec namawiala prowadnika, abym mogl zostac. Ten zgodzil sie tylko na kilka minut rozmowy. To wystarczylo, abym dowiedzial sie, ze jej pradziadkowie pochodza z Polski. Podobno tez wzbudzam zaufanie! Umowilismy sie rano, ze rano spotkamy sie na peronie (chcielismy razem jechac dalej do Usurijska w Rosji) i wymienilismy sie numerami telefonow.


22.08.2008 r. piatek
137 dzien wyprawy

 
Wstalem ok. 5.30. Mialem dosc czasu, aby spokojnie sie umyc zanim wstanie reszta podroznych z wagonu i troche zjesc. Na peronie spotkalismy sie z Tatiana i poszlismy odebrac rower. otwierali jednak dopiero o 8.00. Aby nie marznac w chlodny poranek (Tatiana miala tylko koszulki ze soba), poszlismy do restauracji na barszcz. Niestety, tylko nazwa mowila, ze to barszcz. Po 8-ej odebralismy rower i ruszylismy na dworzec autobusowy - Tatiana taksowka, a ja za nia rowerem (tylko 1,5 km). Tam jednak okazalo sie, ze bilety na wszystkie autobusy na dzisiaj zostaly wykupione (pieszo lub rowerem nie mozna przekroczyc granicy). Jakas kobieta powiedziala Tatianie, ze sprzed dworca kolejowego kursuja autobusy do Poltawki. Nie sprawdzilem, gdzie to jest, tylko od razu pomyslalem, ze to jest autobus do Rosji. Po ciezkich bojach udalo sie zdobyc miejsce w miniautobusie (musialem wykupc cztery bilety!). 
Okazalo sie jednak, ze dotarlismy do chinskiego miasteczka Dongning. Tam bylo juz dla mnie jasne, ze popelnilem duzy blad. Trafilismy do kolejnego miasteczka przygranicznego. Nie majac ciekawej alternatywy, postanowilem pojechac brakujace 15 km taksowka i zobaczyc na miejscu jak to wyglada. Pomoc zaoferowal pewien Chinczyk poznany w miniautobusie. Zorganizowal taksowke, ktora jechal do pracy na granicy i przy okazji nas zabieral. Na miejscu to jednak my musielismy za nia zaplacic (podobnie “skubnela” nas konduktorka z miniautobusu - za nim wydala bagaze z bagaznika zazadala od nas po 10Y za ich przewoz)! Byla tez dobra informacja - w ciagu 3-4 godz. mialo byc 5 autobusow przez granice, a do Usurijska mialo byc ok. 50 km. Cena za przejazd przez granice to 170Y + 100Y za rower. Kupilismy z Tatiana bilety i ruszylismy na odprawe. Wowczas okazalo sie, ze jesto to przejscie tylko dla obywateli Chin i WNP! Pozegnalem sie z Tatiana, ubralem stroj kolarski, zjadlem i ok. 14.30 ruszylem w droge powrotna do Suifenhe.
Do pokonania bylo ok. 70 km. Jednak po przejechaniu 25 km udalo mi sie na kolejne 34 km zlapac autostopa. Wowczas poinformowano mnie, ze jest zbyt pozno i nie zdaze przekroczyc juz granicy dzisiaj. Nie majac jednak pomyslu co dalej i nie wiele do stracenia, ruszylem na przejscie graniczne. Nie bylo to latwe, poniewaz nawet przy granicy ludzie nie znali rosyjskiego(nie mowiac o angielskim). Na przejscie dotarlem ok. 17-stej. Wlasnie pracownicy opuszczali swoje stanowiska pracy. Nikt nawet nie chcial ze mna rozmawiac, aby w drodze wyjatku mnie przepuszczono. Poznano mnie jednak z Chinczykiem, ktory mowil tylko w swoim jezyku, ale chcial mi pomoc (wszedzie mowilem, ze mam tylko 200Y na autobus). 
Czlowiek znajacy rosyjski zawiazl nas busem do Suifenhe. Tam w jednym z budynkow mialem wziasc szybki prysznic, a nastepnie mielismy udac sie na kolacje do restauracji. Kiedy bylem juz gotowy, udalismy sie taksowka z “moim dobrodziejem” do wytwornej restauracji, gdzie w oddzielnym pokoju byl przygotowany stol na kilka osob. Po chwili pojawily sie dwie Chini i malzenstwo z Rosji (wszyscy mieli po ok. 40 - 50 lat). W trakcie rozmowy okazalo sie, ze poza jedna pania, wszyscy dzialaja w branzy turystycznej, a “moj dobrodziej” jezdzi takze duzo na rowerze. Sama kolacja byla bardzo smaczna i obfita. Trwala ponad 2 godz. Przed 22-gazostalem odwieziony do hotelu i poinformowano mnie, ze o 5.30 mam czekac gotowy do wyjscia przy recepcji. podczas kolacji mowilem, ze musze jutro wieczorem zdazyc na pociag Wladywostok - Moskwa, wiec podobno zorganizowano mi miejsce w pierwszym autobusie.

dystans dnia - 39,42 km
czas jazdy - 2:14:19 h
srednia predkosc - 17,61 km/h

23.08.2008 r. sobota
138 dzien wyprawy

 
Zgodnie z umowa o 5.30 spotkalem sie przy recepcji z “moim dobrodziejem”. Udalismy sie po moj rower i bagaze (spacerkiem kilka minut), a nastepnie pojechalismy rowerami na szybkie sniadanie, a po nim na przejscie graniczne (niespelna 4 km).Tam wlasciwie bez kolejki i kontroli przeszedlem odprawe chinska. po niej juz czekal bus, ktorym przewieziono mnie przez granice (ok. 6 km). Wszystko bezplatnie! Rosjanie rowniez mnie nie kontrolowali, tylko wstawili stempel w passport i zyczyli szczesliwej drogi!
Przesunalem zegarek o trzy godziny do przodu i o 10.15 bylem w Rosji, ponad 200 km od Wladywostoku. Od napotkanego Rosjanina dowiedzialem sie, ze mam 15 km do miasteczka Pogranicznyj, z ktorego jest dobre polaczenie autobusowe z Usurijskiem. Nie mylil sie. Autobus byl o 12.00. Kierowca bez problemow zabral mnie z rowerem(nawet za bagaz nie wzial - billet 150 Rub.), ale w Usurijsku poszedl ze mna do kierowcy autobusu do Wladywostoku, aby takze nie bylo problemow (billet + bagaz 180 Rub.).
Ok. 17.30 bylem juz we Wladywostoku. U cinkciarzy wymienilem reszte chinskiej waluty (294Y - 900 Rub.) i ruszylem po moj billet na transiba. Czekal na mnie od 15 lipca. Wszyscy juz o nim zapomnieli! Byl to jednak kupe za 11400 Rub. Kiedy wiec sie umylem i zjadlem, udalem sie na dworzec, aby go wymienic na plackarte za 4500 Rub. Pani w kasie od razu powiedziala, ze nie ma miejsc. Ale chwila opowiesci o wyprawie rowerowej “Pekin 2008” wystarczyla, aby znalazlo sie ostatnie wolne miejsce! za operacje zamiany potracono ok. 200 Rub. Dodatkowo Pani zasugerowala, abym pojawil sie na godzine przed odjazdem pociagu i sprobowal przymocowac rower na polce przeznaczonej na posciel - jezeli mi sie uda to nie skasuja za dodatkowy bagaz! 

dystans dnia - 32,65 km
czas jazdy - 2:04:05 h
srednia predkosc - 15,79 km/h
dystans calkowity - 10.412 km
calkowity czas jazdy - 605:32 h



Zdjęcia z wyprawy w naszej galerii 
Wyprawa rowerowa Pekin 2008
Wortal Rowerowe.net jest oficjalnym patronatem wyprawy.

Skomentuj
  • Prosze nie uzywaj wylgaryzmow i pisz na temat
  • Nie pisz tylko po to zeby reklamowac swoja strone - i tak komentarz zostanie usuniety
  • Aby dodac komentarz przepisz kod z obrazka
  • Wszystkie komentarze sprzed dnia 09.10.2006 zostaly usuniete ze wzg na zmiane systemu komentarzy - przepraszamy
Nick:
E-mail
WWW
Temat:
Komentarz:

Kod z obrazka:* Code

Powered by AkoComment!

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Najnowsze filmy

Break the Cycle - Zwiastun
Category:Zwiastuny
Heavy Metal II : Mont-Saint-Anne 02´
Category:Freeride i Downhill
mio fujifilm bikemaraton karpacz 2008
Category:MTB kolarstwo górskie
mio fujifilm bike maraton 2008 poznań
Category:MTB kolarstwo górskie

Free Joomla Templates