rowerowe.net Kolarstwo, rower, rowery: filmy, wycieczki, zawody, maratony, części, filmiki, budowa roweru, gry, wyprawy rowerowe, MTB news

JSN ImageShow - Joomla 1.5 extension (component, module) by JoomlaShine.com
Strona główna
extrawheel
Wyprawa do Chin - ciągłe kontrole milicji
Redaktor: Foreight   
07.08.2008.
p705104701.08.2008 r. piatek
116 dzień wyprawy

Wstalem po 6-ej. Towarzyszacy za sciana dwaj chlopcy juz nis spali. O 7-ej przyniesiono sniadanie, a pol godziny pozniej ruszylem w droge. Przez pierwsze 20 km do miasteczka Guan-galing nic sie nie dzialo. Tam zaszedlem do kafejki internetowej (3,5h – 5Y) oraz po dluzszym poszukiwaniu znalazlem chlopaka, ktory obok nazw miejscowosci w j. angielskim zapisal je w j. chinskim. To znacznie ulatwia podrozowanie przez prowincje.



- - - R E K L A M A - - -

- - - R E K L A M A - - -



p7051050Ok. 13.30 wyruszylem w dalsza droge. Po kilku kilometrach zatrzymala mnie policja, ale kiedy zorientowala sie, ze nie znam j. chinskiego, puscila mnie dalej. Tak fajnie nie bylo juz na 15 km przed miasteczkiem Weixian. Na granicy jego rejonu, na skrzyzowaniu, zatrzymala mnie milicja i od razu podeszla dziewczyna mowiaca po angielsku. Okazuje sie, ze rozpoczela sie ak-cja „Pekin 2008” i na granicach kazdego rejonu bede kontrolowany. Zazadala mojego paszportu, spisala z niego moje dane i po chwili „glupiej gatki” puscili mnie dalej (oficjalnie zatrzymalem sie dobrowolnie).
Droga, ktora jechalem, praktycznie omija Weixian. Jednak musialem kupic jedzenie, wiec zjechalem pod koniec obowodnicy do miasteczka. Po „rozpoznaniu terenu”, zatrzymalem sie w cieniu nowego bloku. Stamtad mialem kilka metrow do straganow. W pierwszym kupilem man-tou (4 szt. – 1Y), a w drugim kupilem ciastka smazone na oleju (ciasto podobne do paczkow, 1 szt. – 1Y). Zaplacilem za dwie szt., ale dostalem 4. Sprzedawca ze stoiska obok dal mi garsc sli-wek, a ze stoiska gdrzie kupilem mantou, przyniesiono mi pokrojonego arbuza! Oczywiscie oto-czyla mnie duza grupa osob, pojawily sie nawet na chwile dwie dziewczyny znajace j. angielski. 
Jednak ok. 18.30 zainteresowala sie moja osoba milicja. Odusnela tlum na kilkadziesiat me-trow (ciekawskich przybylo) i to na tyle. Jeden z nich znal pare slow po angielsku, ale szybko mu sie wyczerpaly. Nie zabrano mi dokumentow, ale nie pozwolono takze jechac. Chciano mnie zmusic do zamieszkania we wskazanym przez nich hotelu. Sprowadzono osoby znajace j. an-gielski, w tym dwie nastoletnie dziewczynki (je najlepiej rozumialem). Kiedy odmowilem i po-wiedzialem, ze spie tylko u „przyjaznej rodziny”, pojawila sie dziewczyna o imieniu Arsen. Mieszkala obok i zaproponowala, ze mnie przenocuje. Niestety, byla to pulapka. Chciano mnie zabrac z ulicy. W mieszkaniu (korzystajac z okazji wzialem prysznic) pojawilo sie trzech mili-cjantow ubranych po cywilnemu (wczesniej towarzyszyla nam tylko kobieta – pozniej okazalo sie, ze to milicjantka). Rodzice Arsen polubili mnie i chcieli mnie naprawde przenocowac. Jed-nak milicja nie zgodzila sie na to. Nie chcac robic im problemow, o 21.30 wyszedlem na ulice i po kilku minutach zasiadlem przy stoliku popijajacego sprzedawcy, ktory wczesniej obdarzyl mnie arbuzem. Ok. 23.30 wewnatrz straganu zrobiono dla mnie wygodne legowisko. Zasypiajac bylem pewny, ze zaden zlodziejaszek nie wazy sie tknac mojego sprzetu – pilnowala mnie mili-cja w trzech samochodach!

dystans dnia – 60,28 km
czas jazdy – 3:49:20 h
średnia prędkość – 13,57 km/h


p705105102.08.2008 r. sobota
117 dzień wyprawy

Przebudzilem sie po 5-ej, ale wstalem dopiero przed 6-sta, kiedy zaczal sie ruch przy straga-nie. Gospodarz od razu podal sniadanie oraz wode do umycia sie. Ja jeszcze uzupelnilem notatki w dzienniku pod nadzorem krecacej sie milicji i o 7.20 ruszylem w droge. Caly czas jechal za mna przynajmniej jeden samochod. Kiedy w pewnym momencie go zatrzymalem, aby zapytac sie o droge, od razu pojawily sie dwa kolejne. Byla tam takze osoba znajaca j. angielski. Wie-dzac, ze wojna nie wygram, spokojnie wypytywalem sie o dalsza droge w kierunku do Pekinu oraz zaproponowalem, aby ktos podrozowal dalej ze mna na rowerze. Oficjalnie, nikt nie posia-dal roweru. 
Jakis czas pozniej na drodze zaczepila mnie trojka rodzenstwa na motorze, ktora zaprosila mnie do swojego domu w pobliskiej wsi. Nie zdazylem odejsc od roweru i zjesc loda, ktorym mnie poczestowano. Przez glosniki w calej wsi jakis czlowiek cos nadawal. Zrozumialem tylko „Amerika”. Moi gospodarze pobledli, a dziewczynka zapytala sie tylko, czy jestem z USA! Mu-sialem wyjsc, aby nie komplikowac sytuacji. Na drodze bylo pelno kobiet i probujacy mnie za-trzymac stary aktywista, dopingowany przez mojego „aniola”. Udalo mi sie jednak wymknac. Kilka kilometrow dalej zatrzymalem sie na stacji benzynowej, aby cos zjesc. Za mna podjechaly dwa samochody osobowe i bus z kilkoma osobami w srodku. Nie tankowali jednak samochodow. Za to nawet po mnie toalete sprawdzili, a miejscowi kiedy chcieli mi podac jedzenie musieli to zrobic przez rece moich „aniolow”.
Kilka kilometrow dalej zmienilem chyba rejon bo znikneli, a nowi sie nie pojawili. Korzy-stajac z okazji zjechalem na nieczynna stacje benzynowa, gdzie pracownicy mnie nakarmili, a szef sam nawet wypral moje rzeczy! Pozniej poszedl spac, a ja 2 odobom na kalendarzu i mapie troche opowiedzialem o mojej drodze. Kiedy szef pojawil sie po dlugiej drzemce, bylo cos z nim nie tak. Dal mi do zrozumienia, ze nie moge tu zostac, a spac moge 4 km dalej i oddalil sie. Wiec po malu sie zebralem, wypilem herbatke i po 18-stej ruszylem w droge. 4 km dalej bylaa kolejna stacja benzynowa i przy niej budynek mieszkalny. Jedna z dziewczyn obslugujacych znala j. an-gielski, wiec udalo mi sie przedstawic w kilku slowach moja sytuacje. Po chwili narad i dyskusji (wysylano mnie do hotelu, a ja na to, ze nie mam pieniedzy), dostalem lozko w pokoju i dostep do wspolnych sanitariatow. Nawet jeden z pracownikow czestowal mnie piwem, ale odmowilem mu pokazujac bolace kolano i tabletki.

dystans dnia – 59,30 km
czas jazdy – 3:25:19 h
średnia prędkość – 17,33 km/h


p707106703.08.2008 r. niedziela
118 dzień wyprawy

Przebudzilem sie po 6-ej, ale jakos nie chcialo mi sie wstawac. Do drogi zebralem sie ok. 7.30. po 14 km zjechalem do wioski na sniadanie. Tradycyjnie juz, do kupionych przeze mnie produktow, przygladajacy sie mi ludzie dolozyli kolejne. Przyslany przez milicje chlopak byl w stanie zadac tylko jedno pytanie – „czy jestes z USA?”.
Po 11-stej dotarlem do miasteczka Zhuolu. Tam chcialem zajsc do kafejki internetowej. Po dlugim poszukiwaniu mi sie dowiedziec, ze na czas Igrzysk zamknieto wszystkie kafejki w Chi-nach! Wowczas zaczepila mnie nastoletnia kelnerka z ogrodka restauracyjnego. Nie dosc, ze po-czestowala mnie sokami i ciastakmi, to jeszcze wykonala kilka telefonow i zoorganizowala in-ternet. Niestety, czasu bylo tak malo, ze udalo sie wyslac do kraju tylko maila z informacja, gdzie jestem.
Od wczesnego popoludnia do 18-stej przesiedzialem w cieniu na uliczce ze straganami. Wszystko byloby fajnie gdyby nie milicja, ktora zaczepila mnie jak tylko skonczylem jesc. A ze akurat musialem skorzystac z toalety, posadzono mnie o probe ucieczki. Toalete oczywiscie sprawdzone przed i po! A za kare prztrzymano mnie przez kilka minut w sloncu. A bylo tak go-raco i parno, ze nawet w cieniu bylem mokry. Po kontroli dokumentow, do konca mojego pobytu na ulicy, co chwile pojawial sie milicjant, aby sprawdzic co robie. 
Wkoncu jednak trzeba sie bylo ruszyc, aby znalezc nocleg. Na wyjezdzie z miasta probowa-lem na stacji benzynowej (w Chinach pracownicy mieszkaja na stacjach i sa pokoje noclegowe), a nastepnie na budowie w nowym baraku. Tam mnie zaczepil jakis mezczyzna, zebym pojechal do niego. Musialem wrocic 2 km do Hebei Zhoulu, ale warto bylo! Zostalem ugoszczony po kro-lewsku, a sama kolacja ok. 22.30 byla wysmienita i bardzo obfita. Az zal bylo, ze dalem sie lu-dziom nakarmic na ulicy w Zhoulu.

dystans dnia – 47,77 km
czas jazdy – 2:57:43 h
średnia prędkość – 16,12 km/h


p707107204.08.2008 r. poniedzialek
119 dzień wyprawy

Po 6-ej zaczal sie ruch w mieszkaniu, wiec zdazylem sie wyspac. Godzine przygotowywa-lem sie do drogi. Na poczatek mialem 14 km do miasteczka Xiahuayuan, gdzie zrobilem sobie przerwe na sniadanie i uzupelnienie notatek w dzienniku. Pozniej probowalem poszukac kafejke internetowa – znalazlem zamknieta z inforacja, ze jest nie czynna w okresie 25.07-24.08.2008 r. Zaczalem sie wypytywac ludzi, gdzie mozna skorzystac z komputera. Nic sie nie dowiedzialem, ale milicja od razu sie pojawila i „odprowadzila” mnie do granic miasta. Kilka kilometrow dalej zauwazylem mury jakiejs twierdzy. Nie bylem w stanie sie z nikim dogadac co to za twierdza. Ciagle pokazywali tylko, ze chca za wejscie 30Y. Udalo mi sie jednak zajrzec do srodka – same gruzowisko, wiec odpuscilem sobie zwiedzanie.
Niespelna 2 km dalej zauwazylem stojacy bus z przyczepa. To byl woz techniczny 12-osobowej grupy jadacej z Amsterdamu. W grupie jada dwie kobiety i dwoch francuzow. Wszy-scy sa ubrani w jednakowe stroje, jada tylko na rowerach GIANT. Woz wiezie im rzeczy i co 30-40 km organizuje im postoje, gdzie jedza i odpoczywaja. Woz wiezie takze bagaze – kazdy ma tylko mala sakwe na kierownicy i niektorzy jedna na tylnym bagazniku. Kierowca busa musial wyrobic sobie chinskie prawo jazdy. Maja takze chinskiego „opiekuna” o imieniu Joe. 
Grupa chetnie sie zgodzila na moja propozycje, abym troche podrozowal z nimi. Te troche zmienilo sie w 70 km do miasta Yanqing, oddalonego ok. 80 km od Pekinu. Jazda w duzej i zo-organizowanej grupie do czysta przyjemnosc. Jest z kim porozmawiac, a jadac w srodku grupy (pomimo wyzszej predkosci i sakw) mniej sie meczylem, niz kiedy jechalem sam. Co 5 km jest zmaina osoby dyktujacej tempo. Pierwsi takze pokazuja rekami przeszkody na drodze, np. dziury. Po drodze mielismy dwie kontrolr milicji, ale Joe wszystko dosc szybko zalatwil.
W Yanqing grupa udala sie do hotelu. Ja tez sie tam zakwaterowalem. Za miejsce w dwu-osobowum pokoju z klimatyzacja zaplacilem 100Y (ok. 31 zl). Wieczorem udalismy sie do Cen-trum na kolacje. Dzieki Joe dowiedzielismy sie, ze mozemy zaplacic po 41Y i jesc oraz pic co tylko jest w restauracji bez ograniczen. Chyba nie wiedzieli, ze bedzie taka duza grupa glodnych kolarzy – nie nadazyli w uzupelnianiu brakow w jedzeniu i piciu!

dystans dnia – 97,72 km
czas jazdy – 5:14:39 h
średnia prędkość – 18,63 km/h
dystans calkowity – 10080 km
calkowity czas jazdy – 584:02 h


Zdjęcia z wyprawy w naszej galerii
Wyprawa rowerowa Pekin 2008
Wortal Rowerowe.net jest oficjalnym patronatem wyprawy.

Skomentuj
  • Prosze nie uzywaj wylgaryzmow i pisz na temat
  • Nie pisz tylko po to zeby reklamowac swoja strone - i tak komentarz zostanie usuniety
  • Aby dodac komentarz przepisz kod z obrazka
  • Wszystkie komentarze sprzed dnia 09.10.2006 zostaly usuniete ze wzg na zmiane systemu komentarzy - przepraszamy
Nick:
E-mail
WWW
Temat:
Komentarz:

Kod z obrazka:* Code

Powered by AkoComment!

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
- - - R E K L A M A - - -

- - - R E K L A M A - - -

Rowerowe.net: Informacje Kolarstwo - Zawody Rowerowe, Wycieczki i Wyprawy Rowerowe, Maratony Rowerowe. Rower, Rowery

Szukaj

Google

Losowy film

Najbliższe zawody

There are no upcoming events currently scheduled.
Zobacz wszystko

Najnowsze filmy


wyprawy cyfrowy druk wielkoformatowy Dyplomy hotele londyn Biskupin
System reklamy i pozycjonowania Statlink.pl
Sklep Rowerowy SZUMGUM instalacja gazowa Zdjęcia Panoramiczne rpa 2010 Szkolenia, kursy, konferencje Trzebinia wyniki piłka nożna alkohol
Free Joomla Templates