rowerowe.net Kolarstwo, rower, rowery: filmy, wycieczki, zawody, maratony, części, filmiki, budowa roweru, gry, wyprawy rowerowe, MTB news

JSN ImageShow - Joomla 1.5 extension (component, module) by JoomlaShine.com
Strona główna
extrawheel
Wyprawa do Chin - tuż przed Pekinem!
Redaktor: Foreight   
04.08.2008.
p702095728.07.2008 r. poniedzialek
112 dzień wyprawy


 Wstalem o 5.30. W sasiednim pokoju znalazlem troche wody w termosie, ktora wykorzystalem do umycia sie. Kiedy wychodzilem ze swojego budynku, zauwazyl mnie jeden z robotnikow i zaprowadzil mnie do kuchni na sniadanie.Przed 7-ma ruszylem w droge. 



- - - R E K L A M A - - -

- - - R E K L A M A - - -



Na poczatek byl Szczyt Poludniowy i Swiatynia Puji Si. Pierwsze 3 km byly wzglednie plaskie, a le pozniej bylo 10 km podjazdu polna, kamienista (momentami stroma) droga. Zbaczajac ok. 1 km najpierw dotarlem do malej, zaniedbanej Swiatyni Gunanthay. Tam trzech mnichow zaprosilo mnie na sniadanie. Stamtad mialem juz tylko 3 km drogi do Puji Si. Tam chwile odpoczalem i trzeba bylo ruszac dalej.
Okolo poludnia, praktycznie caly czas zjezdzjac (bylo chyba tylko 3 km podjazdu) dotarlem do Swiatyni Longquan Si. Nastepnie zwiedzilem Swiatynie Zhenhai Si, Puha, Nanshan Si i Shancai Si. Sa one polozone niedaleko od siebie (jadac od jednej do drugiej maks. 3 km). Ale do kazdej, na sam koniec, byl kilkusetmetrowy, stromy podjazd. 
I tak dotarlem do wioski (miasteczka) Taihuai, ktora jest polozona w dolinie otoczonej szczytami Wutai Shan. Jest tu niezliczona ilosc Swiatyn. Ja ograniczylem swoje zwiedzanie do Wanshai, Shuxiang Si, Tayuan Si, Xiantong Si i kilku pomniejszych. Ok. 18-stej doszedlem do wniosku, ze mam juz dosyc Swiatyn na dzis. Na dodatek musialem znalezc kafejke internetowa, aby zgrac zdjecia z aparatu na pamiec. W kafejce jednak komputery nie mialy wejsc USB! Ale obok byl zaklad fotograficzny i tam juz nie bylo problemu.
O 19-stej stwierdzilem, ze pora rozejrzec sie za noclegiem. Postanowilem ta noc spedzic u mnichow w Swiatyni Bishan Si, polozonej 2 km za miastem w kierunku mojego ostatniego Szczytu. Kolo Swiatyni spotkalem mnicha, ktoremu na migi pokazalem, ze caly dzien jezdzilem po gorach i jestem wyczerpany (faktycznie tak bylo). Zaprosil mnie do srodka (bylo juz zamkniete) i przekazal innemu mnichowi. Ten dal ciastka do jedzenia (podobne do slodkich bulek) i herbate. Pozniej zaprowadzil mnie do pokoju, ktory dzielilem z dowma sympatycznymi mezczyznami (jeden chyba tam pracowal). Poczestowali mnie mlekiem z kartonika i ciastkami. Korzystajac z dostepu do biezacej, cieplej wody, wyplukalem codzienne ubranie. Jeszcze przed 22-ga poszlismy spac.

dystans dnia – 57,93 km
czas jazdy – 4:55:28 h
srednia predkosc – 11,76 km/h

29.07.2008 r. wtorek
113 dzień wyprawy


 O 5.10 byla pobudka (jeden z moich kompanow wstal o 4.00 na modlitwe), aby zdazyc na sniadanie, ktore bylo 5.30. Wszyscy zebrali sie przed stolowka przed czasem. Kiedy otworzono punktualnie drzwi, kazdy zajmowal miejsca wg waznosci. Naprzeciwko wejscia bylo podwyzszenie ok. 1 m, a po lewej i poprawej stronie byly ustawione lawy tak, aby kazdy widzial „szefa”. Przy glownej alejce siedzieli najwazniejsi mnichowie, a w stylu robotnicy. Najpierw byla modlitwa wygloszona przez jednego z zacniejszych, a pozniej wszyscy spiewali. Nastepnie kazdy ustawil swoje dwie miski rowno z brzegu stolu i cierpliwie czekal, az kucharze do jednej naloza kaszy jeczmiennej (gestawa zupa), a do drugiej roznego rodzaju surowek i salatek oraz boazi lub mantou.Wowczas kazdy jadl tak szybko jak tylko mogl. Kucharze w tym czasie chodzili i uzupelniali te miski, ktore byly ustawione z brzegu stolu (nie musialy byc puste). Kiedy najwazniejszy z mnichow skonczyl jesc, kucharze rozpoczeli zbieranie misek. W tym czasie wszyscy spiewali. Nastepnie spiewajac, wszyscy w parach udali sie do Swiatyni na modlitwe.
Ja szybko sie spakowalem i poszedlem zwiedzac z moim wspollokatorem Bishan Si. O 6.45 bylem juz w drodze. Mialem przed soba 12 km wspinaczki asfaltowa droga do granic parku, a nastepnie jeszcze 3 km polna, kamienista droga na Szczyt Wschodni i do Wangai Si. Udalo sie. Piaty, ostatni Szczyt, zostal zdobyty! I to na tyle radosci. Byla bardzo silna mgla i strasznie zimno. Przed zjazdem do Shahe (37 km), jeden z robotnikow poczestowal mnie goraca woda i mantou.
Kiedy ok. 13-stej zjechalem do Shahe, zastalem upalna, letnia pogode. Od razu udalem sie do znanego mi sklepiku i kobiet z zasciany. One tez od razu zaproponowaly mi nocleg oraz zebymsobie zrobil pranie w lazience. Pozniej jeszcze musialem zeszyc swoje sportowe buty oraz troche wyczyscic rower.Bylem takze w kafejce internetowej. A ok. 21.40 (15.40 czsu polskiego) byla krotka rozmowa na antenie Polskiego Radia „Trojka”. Tego dnia tez ostatecznie potwierdzilo sie, ze tylko niektore SMSy z chinskiego nr telefonu dochodza do Polski.

dystans dnia – 53,08 km
czas jazdy – 3:26:37 h
srednia predkosc – 15,41 km/h

30.07.2008 r. sroda
114 dzień wyprawy


 Przed 5-ta obudzily mnie gospodynie. Szybko sie spakowalem i juz o 5.15 bylem w drodze. Pierwsze 25 km bylo plaskie, a kolejne kilometry to cizkie podjazdy (do 10 km) i mile zjazdy. Pogoda byla fatalnaRano troche kropilo, a przez caly dzien byla mgla, przez ktora probowaly sie po poludniu przebic promienie sloneczne. 
Do poludnia wlasciwie tylko jechalem, jechalem i od czasu do czasu odpoczywalem. A przy okazji przygladalem sie chinskim wioskom. Sa biedne i zaniedbane, ale maja „cos” w sobie. Ok. 12.30 zatrzymalem sie na godzinny postoj. Zrobilem sobie solidny posilek z witamin – szczypior, pomidor, ogorek, a do tego mantou. Na deser kupilem sobie arbuza – jednak udalo mi sie zjesc tylko polowe. Reszta trafila na bagaznik.
Po przerwie ruszylem zwiedzac. Okazalo sie, ze tylko kilka kilometrow od mojego postoju jest wjazd na teren parku i do Swiatyni Heng Shan. Dzieki legitymacji Uniwersytetu Gdanskiego za wjazd na teren parku zaplacilem 12 Y (normalny 20Y). Po 5 km wspinaczki dotarlem na duzy parking z restauracjami. Tu sie okazalo, ze dalej moge tylko pieszo lub kolejka linowa. Poczatkowo nie mialem ochoty na wchodzenie, ale po godzinnym odpoczynku (odpowiedzialem na wszystkie zalegle SMSy) postanowilem jednak wejsc na gore. Byl problem z pozostawieniem roweru – w barze chciano ode mnie za to 10Y. Na szczescie obok byla Swiatynia i tam juz bez problemu kolo kasy moglem go zostawic. 
Samo wejscie, zwiedzanie Heng Shan i kilku mniejszych swiatyn zajelo mi ok. 1,5h. Dzieki „plastikowej” legitymacji UG(chyba robi na miejscowych wrazenie) zaplacilem za bilet 18Y – normalny 12Y. A po zwiedzaniu Wutai Shan doszedlem do wniosku, ze jest to troche przereklamowane miejsce, nastawione na komercje. Chociaz na pewno jest to ladne miejsce i gdyby nie mgla, moglyby byc fajne widoki.
Na parkingu, jeszcze przed wejsciem, poznalem grupe drogowcow, w tym trzech chlopakow znajacych j. angielski. U gory jednak sie rozlaczylismy. Po odebraniu roweru zjadlem swojego arbuza i zjechalem do bramy parku. Tam ponownie spotkalem drogowcow, ktorzy po chwili rozmowy zaproponowali mi, abym przenocowal u nich w hotelu w Hunyuan – akurat mieli wolne lozko. Do hotelu bylo 6 km zjazdu. Tam sie umylem i zjadlem solidna kolacje (zostalem zaproszony do stolu szefa). Wieczorem jeszcze siedzielismy i rozmawialismy, wyminilismy sie kontaktami. To byla ich ostatnia noc w hotelu – rano takze wszyscy sie wyprowadzaja. . Jako prezenty od nich dostalem dwie duze paczkichinskiej herbaty oraz woskowy emblemat z Budda. Ja im odwdzieczylem sie znaczkami „Teraz Polska”

dystans dnia – 96,92 km
czas jazdy – 6:05:57 h
srednia predkosc – 15,89 km/h

31.07.2008 r. czwartek
115 dzień wyprawy


 Wstalismy po 5-ej. Bylo szybkie pakowanie sie i sprzatanie pokoju, a o 6.30 sniadanie. Najedzony do syta, po 7-ej zrobilem sobie ze wszystkimi pamiatkowe zdjecie i ruszylem w droge do Wiszacej Swiatyni. Musialem sie wrocic prawie 5 km pod gore. Na miejscu okazalo sie, ze studenci nie maju znizek i musza zaplacic 60Y. Nie warto. Swiatynia bardzo ladnie i efektownie prezentuje sie z zewnatrz, a w srodku to nic specjalnego. Po zwiedzaniu, na parkingu spedzilem ok. godziny porzadkujac relacje z podrozy innych ludzi (patrzylem, czy widzieli cos fajego w okolicach Pekinu, czego nie ma w moim przewodniku). 
Przed 11-sta wrocilem do Hunyuan. Chcialem udac sie do kafejki internetwej, ze jest zamknieta na najblizsze dwa tygodnie. Zrobilem wiec zakupy i posililem sie. Przy kupnie ciastek sprzedwaca mnie oszukal – wbil podwojna cene na wage. Ale ze wyszlo raptem 1Y wiecej to nie klocilem sie, tylko przy wszystkich pokazalem mu, ze on nie jest „OK”. 
O 12.30 ruszylem w dalsza droge (znowu gory). Mialem jeszcze wypisane przez Su Rui nazwy miejscowosci, przez ktore planowalem jechac. Jednak Chinczycy nie maja wyczucia odleglosci (zazwyczaj zawyzaja) i kiedy zaczalem sie rozpytywac o kolejne miejscowosci z mojej listy okazalo sie, ze dawno przejechalem skrzyzowanie. Bardzo trudne jest ustalenie polozenia, poniewaz rzadko kto zna chciaz troche angielski, a znaki drogowe z podwojna pisownia nazw miejscowosci pojawiaija sie tylko w miejscach turystycznych lub nowo ustawione na malych wioskach, ktorych nie ma na mapach.
W wiosce Zhao Jiao Ping udalem sie do centrum, celem udtalenia dokladnego swojego polozenia (wiedzialem tylko, ktora droga jade). Zagadnieta pierwsza z grupy osob kobieta nie chciala ze mna rozmawiac. Odeslala mnie do starca z duza czerwana opaska na ramieniu (bylo cos na niej napisane). Ten jednk tylko byl wstanie pokazac, ze mam sie wracac, jak chce dotrzec domiejscowosci z kartki. A ja nie musialem – moge jechac dalej prosto i odbic w innym miejscu. 
Usiadlem na schodkach pierwszego domu z brzegu pokazujac wszystkim (od razu zostalem otoczony przez kilkudziesiecioosobowa grupe tubylcow), ze bola mnie nogi i nie mam sily jechac dalej (faktycznie tak byly – gory wyczerpaly). Dosc dobrze ubrany mezczyzna przyniosl mi ze sklepu dwie parowki (wedliny sklepowe sa bardzo niedobre), 3 zupki chinskie (do zjedzenia na sucho!) i wode mineralna. Po chwili przyprowadzil takze chlopakow znajacych troche j. angielski. Pozniej udostepnil mi swoje biuro do spania z lozkiem (nie wiem co to za miejsce, ale chyba jakies panstwowe – wisiala flaga chinska i portrety przywodcow). Byla tez woda do umycia sie. Nie wiele mi jednak to pomoglo, poniewaz pomimo padajacego deszczu bylo tak parno, ze od razu bylem mokry od potu. Przed 20-sta zostala przyniesiona kolacja – znowu makaron (jem go wiecej niz ryzu). Przez caly czas towarzyszylo mi 2-3 chlopakow znajacych troche j. angielski. Kiedy o 21.30 kladlem sie spac, zaczeli schodzic sie ciekwascy miejscowi. Ale informacja, ze ide spac, skutecznie ich zawrocila. 
Chinczycy to bardzo ciekawski narod. Ciezko jest mi odejsc na chwile w miejscu publiucznym od roweru, poniewaz wowczas juz bez zadnych zachamowan musza wszystko dotknac, wszystkie guziki po przelaczac, wszedzie zajrzec. Moj rower jest dla nich niesamowita nowoscia! Kiedy jem, na odleglosc 2-3 m ustawia sie grupa ciekawskich, ktora cos komentuje. Bardzo czesto cos do mnie mowia i nie przyjmuja do wiadomosci, ze ich nie rozumiem. W sklepie, kiedy prosze aby cene napisali, na kartce pojawiaja sie jakies dziwne znaczki (skuteczna metoda to cena pokazana na kalkulatorze). Jednak trzeba uwazac, poniewaz lubia ja zawyzac dla obcokrajowcow. No i sa przekoanani, ze jezeli ktos nie mowi w j. chinskim to jego ojczystym jezykiem jest angielski! Kiedy tlumacze niektorym, ze w Polsce sie mowi po polsku to patrza na mnie jak na wariata!

dystans dnia – 59,90 km
czas jazdy – 3:49:20 h
srednia predkosc – 13,57 km/h

Zdjęcia z wyprawy w naszej galerii - dziś 30 nowych zdjęć 
Wyprawa rowerowa Pekin 2008
Wortal Rowerowe.net jest oficjalnym patronatem wyprawy.

Skomentuj
  • Prosze nie uzywaj wylgaryzmow i pisz na temat
  • Nie pisz tylko po to zeby reklamowac swoja strone - i tak komentarz zostanie usuniety
  • Aby dodac komentarz przepisz kod z obrazka
  • Wszystkie komentarze sprzed dnia 09.10.2006 zostaly usuniete ze wzg na zmiane systemu komentarzy - przepraszamy
Nick:
E-mail
WWW
Temat:
Komentarz:

Kod z obrazka:* Code

Powered by AkoComment!

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
- - - R E K L A M A - - -

- - - R E K L A M A - - -

Rowerowe.net: Informacje Kolarstwo - Zawody Rowerowe, Wycieczki i Wyprawy Rowerowe, Maratony Rowerowe. Rower, Rowery

Szukaj

Google

Losowy film

Najbliższe zawody

There are no upcoming events currently scheduled.
Zobacz wszystko

Najnowsze filmy

Żary XC 2008- 24.08.2008 cz. II
Category:MTB kolarstwo górskie
Żary XC 2008- 24.08.2008, cz. I
Category:MTB kolarstwo górskie

Free Joomla Templates