| Strony konkursowe |
| Zwycięzcy 2008 |
| Turystyka rowerowa |
| Wycieczki i wyprawy |
| Nasze góry |
| Porady |
| Przepisy |
| Wyprawa do Chin - relacje |
| Redaktor: Foreight | ||||||||
| 30.07.2008. | ||||||||
23.07.2008 r. sroda107 dzień wyprawy Nie pospalem sobie dlugo - obudzilo mnie pukanie do drzwi. To byl recepcjonista z informacja, ze jezeli chce spac dalej, to musze mu dac paszport. Zamurowalo mnie. Jestem przeciez "na dziko", wiec jest on mu zbedny. Wymyslilem wiec historyjke, ze wieczorem bylem na imprezie i paszport dalem kolezance, a pozniej zapomnialem go od niej wziasc. Jak chce to moge go mu przyniesc rano. Skonczylo sie pakowaniem i kimaniem na krzesle do 7-ej rano u niego w recepcji. Pozniej poszedlem do sklepu GIANTa, gdzie portier udostepnil mi sanitariaty. Ok. 8-ej wypralem sie na krotki spacer (od samego rana slonce swiecilo bardzo mocno). Moglem zobaczyc codzienne zycie miejscowych sklepikarzy. Wiekszosc z nich mieszka na zapleczu swoich sklepow, a sniadanie sobie przygotowuje po ich otwarciu na oczach klientow. Na bazarze swierze mieso "podgrzewalo" slonce, mieso z kury lezalo obok klatek z zywymi kurami do sprzedazy. A zapach - lepiej zapomniec!
Jeszcze przed poludniem przeczytalem w przewodniku informacje dotyczace Datong i okolic, do ktorego wybieram sie od 4 dni. Prawie trzy godziny spedzilem w kafejce internetowej (6Y). Dla Gao Thin Thung zrobilem trzy odbitki zdjec. Ok. 15-stej do sklepu przyszla przesylka, w ktorej byla oczekiwana piasta. Mechanik zajal sie jej wymiana, a ja przygotowaniem do drogi. Ok. 16.30 wszytsko praktycznie bylo gotowe do drogi. Przed 17-sta poszedlem jeszcze zaniesc Gao Thin Thung do pracy zdjecia i pozegnac sie. I wreszcie znowu moglem jechac. Jestem juz zmeczony ta szarpana jazda od niedzieli. Prawie caly czas jechalem pod wiatr po pagorkowatej drodze. Ale cieszylem sie, ze jechalem. Udalo mi sie nawet znalezc krotszy wyjazd z miasta (podpatrzylem kierowce autobusu, kiedy wracalem do Jining). Szlo mi to na tyle szybko i sprawnie (tylko jeden odpoczynek mialem), ze nocleg ponownie wypadl mi w bazie drogowcow. Jak im pokazalem co sie stalo to sie niezle usmiali. Na kolacje byly boazi (wym. bouz), czyli znowy te biale buleczki, ale tym razem nadziewane miesem lub warzywami.Do tego ziemniaki w sosie i zupa warzywna. Po kolacji, podobnie jak dwoch innych pracownikow, zrobilem sobie pranie. Niestety reczne. Na noc dostalem termos goracej wody (prawie wszyscy tak robia). dystans dnia – 44,22 km czas jazdy – 2:23:44 h srednia predkosc – 18,70 km/h 24.07.2008 r. czwartek 108 dzień wyprawy Wstalem o 5.40. Na poczatek byla szybka toaleta, a nastepnie wspolne sniadanie, na ktore byly boazi, surowka z kapusty, ziemniaki w sosie i zupa ryzowa (woda z ryzem). Najadlem sie do syta, co na sniadanie nie zawsze sie zdarza (co do zasady Chinczycy rowniez malo jedza na sniadanie). O 7-ej rano ruszylem w droge. Jechalo sie dobrze, pomimo ze slonce z kazda minuta swiecilo coraz mocniej. W miasteczu Fengzhen (tam szukalem mechanika we wtorek) dokupilem tylko wode i jechalem dalej. 20 km za nim zapytalem sie o Wielki Chinski Mur. Po dluzszej chwili udalo sie ustalic, ze jest niedaleko od tej wioski. Ruszylem w gory polna droga i po niespelna 5 km dotarlem na miejsce, czyli do pozostalosci po Murze. Zwykla strata czasu. Tylko widoki byly przepiekne. Ruszylem wiec do Datong. 10 km przed miastem zauwazylem na nowym, bialym budynku duzy, czerwony krzyz. Ruszylem tam. Poczatkowo spogladano na mnie nie ufnie, ale pozniej kiedy zobaczyli krzyzyk na szyi, wpuszczono mnie do srodka, dano miske wody do umycia i nakarmiono mnie do syta. Nikt nie znal j. angielskiego. Postanowilem pokazac obrazek z Janem Pawlem II - nikt nie wiedzial kto to. A po wejsciu do kosciola bylem juz na 100% pewny, ze to kosciol protestancki. Dano mi na droge karteczke z adresem kosciola w Datong i pokazano, ze tam dostane jedzenie i spanie. Jako ze bylo 13.40 i bylo goraco, postanowilem jak najszybciej przejechac te 10 km i tam przeczekac najgorszy upal. Tam na wejsciu spotkalem nastoletnia Chen Chao z mama, z ktora umowilem sie na dluzsza rozmowe po modlitwie. Wowczas nawet pojawila sie jej babcia, ktora "wcisnel" mi 50Y i zaproponowala, abym spal w domu Chen Chao. Niestety, matka sie nie zgodzila twierdzac, ze ma male mieszkanie (tez mi nowosc). Pozegnalismy sie o 17.00. Ja ruszylem na szybkie zwiedzanie. Bylem kolejno w Gornej Swiatyni Huayan Si (20Y), z zewnatrz widzialem Wieze Bebnow (zamknieta, obecnie stoi po srodku ronda), nie wpuszczono mnie z rowerem do Muru Dziewieciu Smokow (10Y) a na zewnatrz nie bylo gdzie go pozostawic, nastepnie bylem w Swiatyni Shanhua Si. Na koniec, po dlugim poszukiwaniu, dotarlem do Dolnej Swiatyni Huayan Si - byla juz zamknieta, ale podczas wyjscia ostatnich turystow udalo mi sie na chwile wejsc na dziedziniec. Byla juz 19.15, kiedy ruszalem do Grot Yungang, gdzie zamierzalem dogadac sie ze strozem co do noclegu. Niestety, wyjazd z miasta zajal mi sporo czasu, a po 12 km zlapalem gume w przednim kole. Bylo juz ciemno, wiec kolo musialem naprawic w centrum miasteczka, otoczony tlumem gapiow. Jeden z chlopakow latarka wspomagal oswietlenie z latarni. Na koniec dla siebie i niego kupilem po napoju, co rozbawilo tlum. Zhaog Chan jednak sie ucieszyl i przy pomocy swojego kolegi sasiada, znajacego j. angielski zaproponowal mi nocleg u siebie. Ma jedna duza, prostokatna izbe. W pierwszej czesci jest piecyk, a wkoncu jest na wysokosci ok. 80 cm blat, na ktory kladzie sie materace i spi (wiele juz takich widzialem). Dlugo jeszcze siedzielismy w trojke i rozmawialismy. dystans dnia – 103,12 km czas jazdy – 6:25:47 h srednia predkosc – 16,03km/h 25.07.2008 r. piatek 109 dzień wyprawy Wstalem po 5-tej, szybko sie spakowalem i pozegnalem z Zhaog Chun. Do Grot Yungang dotarlem o 6.00. Zastalem mnostwo osob uprawiajacych poranna gimnastyke. Plan dogadania sie ze strozem co do zwiedzania upadl. Mialem dwie godziny wolnego czasu. Moglem spokojnie zjesc i uzupelnic notatki w dzienniku. O 8-ej zaczalem szukac miejsca do pozostawienia roweru (chinczys\cy wszystkiego musza dotknac, wszystko po przestawiac w rowerze). Po 30 min. udalo mi sie dogadac z obsluga, ze rower stanie za barierka do wykrywania metali i oni beda na niego zwracac uwage. Same Groty sa bardzo interesujace i warte obejrzenia, ale za 45 min. chodzenia zaplacic 60Y to przesada. Tam poznalem Grzegorza, ktory samotnie zwiedza Chiny, tylko ze koleja i autobusami. Po zwiedzaniu zaprosil mnie na "bulke i soczek". O 10-tej jednak rozstalismy sie. Ja ruszylem w droge do Datong, gdzie przyszlo mi walczyc z sypiacym sie komputerem w kafejce internetowej. Wylaczal sie lub internet nie dzialal. Doszlo do tego, ze w ponad 2 godz. tylko przygotowalem relacje z kolejnych 2 dni! Pozniej ponad 2 godz. spedzilem na ulicy w cieniu supermarketow i stojacych obok straganow. Tam zjadlem i uzupelnilem zapasy wody i dzemu. Przy okazji zobaczylem codzienne zycie na ulicy w najgorszym upale, a wlasciwie jego brak. Do 15-stej na ulicy nic sie nie dzialo, a niektorzy sprzedawcy nawet spali! Przed 16-sta ruszylem w dalsza droge. Na szczescie wyjazd mial malo zakretow, wiec poszlo stosunkowo sprawnie. Droga byla plaska, tylko wiatr momentami dokuczal. Odczuwalem takze, ze jestem w rejonie przemyslowym - przezroczystosc powietrza (widocznosc) byla bardzo mala. Gory, ktore sa stosunkowo nie daleko, sa jakby za chmurami. Po 19-stej zatrzymalem sie na duzej stacji benzynowej, aby dokrecic luzne szprychy w tylnym kole. Zauwazylem, ze w tym budynku takze mieszkaja ludzie. Poczestowali mnie owocem, ale kiedy zapytalem o mozliwosc noclegu, to machali tylko reka, abym jechal dalej, pomimo ze zaczynalo sie sciemniac. Kilka kilometrow dalej byla wioska Xuejladian. Tam zajechalem do barakow robotniczych. Tam poczestowano mnie arbuzem, ale na nocleg nie przyjeto. Ale nim zjadlem arbuza pojawil sie Su Rui ze swoim tata i oni zaprosili mnie do siebie do domu. Specjalnie dla mnie na kolacje mama Su Rui przygotowala Noodle (wym. nudos), czyli makaron, papryka, pomidor, troche miesa i ostre przyprawy. Su Rui napisal mi na kartce w j. chinskim nazwy miejscowosci, przez ktore zamierzam przejezdzac w kolejnych dniach. Zna j. angielski, wiec prawie do 23-ciej siedzielismy i rozmawialismy. dystans dnia – 75,22 km czas jazdy – 4:39:15 h średnia prędkość – 16,51 km/h 26.07.2008 r. sobota 110 dzień wyprawy Wstalem po 6-tej. Kiedy ja bylem zajety poranno toaleta, mama Su Rui przygotowywala sniadanie, na ktore wstaly o tak wczesnej porze nawet jego nastoletnie siostry. Jedlismy jakby jajka wbite do gotujacej sie wody (zupa) oraz kielbase podsmazana z papryka i ogorkiem. No i oczywiscie byly te biale buleczki, mantou. Rodzice Su Rui maja gospodarstwo, w ktorym zauwazylem nawet "zachodni" sprzet rolniczy! O 7-ej ruszylem w droge do Yingxian. Te 20 km nie zapisalo sie na dobre w mojej pamieci. W opone wbil sie gwozdz. Zalatalem dziure w detce, ale w Yingxian byla juz kolejna. Postanowilem jednak nie wymieniac opony, tylko dziure dokladnie zakleic tasma izolacyjna. Moze jeszcze troch wytrzyma. W miasteczku Yingxian jest najstarsza drewniana Pagoda w Chinach, z 1056 roku. Widac ja kilka kilometrow przed miastem. Udalo mi sie w kasie wytargowac znizke studencka na legitymacje UG i zamiast 60Y zaplacilem 30Y. Samo zwiedzanie ogranicza sie do jednej kondygnacji (jest ich 9) oraz tarasu widokowego. Zajmuje to kilkanascie minut. Pozniej postanowilem rozejrzec sie za koszula z dlugim rekawem. Porazka. Byly czarne, grube, a jak juz znalazlem i i cena dla turysty od razu byla odpowiednia. Po12-stej ruszylem w droge do miasteczka Shahe, jedynego na trasie do Wutai Shan, ktorego najwyzszy szczyt wznosi sie powyzej 3000 m.n.p.m. Do pokonania jest przewyzszenie ok. 2000 m. Te 50 km do Shahe troche mnie wymeczylo. Pierwsze 10 km bylo plaskie, a kolejne 17 km to ostry podjazd (byl 2 km zjazd), przez kolejne 15 km bylo "pagorkowato", aby zakonczyc droge zjazdem i plaskim dojazdem do miasteczka. Do tego podjazd byl w niesamowitym upale, ale po nowym asfalcie. Zas zjazd do Shahe byl pod silny wiatr i po kiepskiej drodze. W miasteczku mialem problem ze znalezieniem chleba, ktory by sprzedano po normalnej cenie. W koncu udalo sie. Przed sklepem od razu zrobilem sobie kanapki nawet na kolejny dzien. A przed 18-sta zagadalem przygladajace sie mi kobiety o mozliwosc wyprania rzeczy. Udostepnily mi podworze, a sklepikarz kran z zimna woda. A kiedy przyszla 20-sta, a pranie bylo wilgotne, wspomniane kobiety (4 + mezczyzna) zaprosily mnie do siebie na kolacje i na noc. dystans dnia – 84,81 km czas jazdy – 5:09:54h średnia prędkość – 16,41 km/h 27.07.2008 r. niedziela 111 dzień wyprawy O 4.42 obudzilo mnie pukanie do drzwi - do jedna z corek przyszla mnie obudzic. Po chwili znowu pukanie - tym razem matka. O 5.10 bylem juz w drodze. Pomimo tak wczesnej pory, ruch w miasteczku i na wyjezdzie byl nie maly. Celem dnia bylo dotarcie do szczytow Wutai Shan. Na poczatek mialem 34 km podjazdu do granic parku. Dotarlem tam ok. 10-tej. Wspinaczka momentami byla niesamowicie ciezka, ale i widoki zapieraly dech w piersiach (przez caly dzien byla bardzo dobra widocznosc). Tam odpoczalem, zjadlem i ruszylem dalej w kierunku Szczytu Polnocnego - 3058 m.n.p.m. Niby tylko 10 km, z czego 4 km praktycznie plaskie. Ale pozostale 6 km to mordercza wspinaczka. Powietrza brakowalo. Bywalo, ze schodzilem z roweru i troche go pchalem, aby znowu wsiasc i probowac jechac. Ale Szczyt to wszystko wynagrodzil. Ladna sloneczna pogoda (tylko zimny wiatr) pozwolila na podziwianie wspanilaych widokow na przestrzeni kilkudziesieciu kilometrow. Tam tez usytuwana jest jedna z ladniejszych Swiatyn, Lingying Si. Po zwiedzaniu poszedlem poprosic mieszkajacych tam mnichow o wode (moje zapasy mocno sie skurczyly, a sklepow nie bylo). Dostalem nie tylko wode, ale i jedzenie - obiad. Ze Szczytu Polnocnego ruszylem szlakiem pasterskim do Szczytu Srodkowego i Swiatyni Yanjiao Si. Kamienie podczas 4 km zjazdu byly tak duze, ze momentami musialem schodziz z roweru i go prowadzic. "Na dole" byla mala Swiatynia (nawet nie udalo mi sie ustalic jej nazwy), a nastepnie 6 km wspinaczki polna (kamienista) droga. I wreszcie Szczyt. Padalem ze zmeczenia. Zwiedzilem Swiatynie, napilem sie wody u mnichow i ryszylem w droge do Szczytu Zachodniego i Swiatyni Falei Si. 3 km w dol i tyle samo wspinaczki polna droga. Tam dluzej odpoczalem, a mniszki po zwiedzaniu zaprosily mnie na posilek i daly jeszcze 8 boazi na droge! I na tym sie nie skonczylo. Przywolaly jednego z mnichow, cos mu powiedzialy i pokazaly mi, abym za nim poszedl do Swiatyni. Tam byl drugi mnich. Obaj chwile porozmawiali, a nastepnie wreczyli mi 200Y! Nie zaakceptowali mojegop "nie"! Nastepnie mialem 16 km zjazdu wyboista, polna droga. Po drodze mijalem dwie swiatynie - jedna z nich ma bardzo ladna, charakterystyczna wieze. Mialem tam nawet nocowac, ale gdy zaznaczylem, ze nie mam pieniedzy, temat upadl. Po 19-stej dotarlem do asfaltowej drogi i Swiatyni Jinge Si. Juz zamykano, ale mlody mnich pozwolil jeszcze mi i grupie z busa wejsc do srodka.Pozniej gdzies znikl i nie bylo jak z nim zagaic tematu noclegu. A dogladajacy "cywil" chcial tylko pozbyc sie ludzi i miec wolne. Przed 20-sta bylem przed Swiatynia, bez noclegu. Ruszylem do stojacego w poblizu duzego domu. Tam uzyskalem informacje dotyczace drogi do kolejnego szczytu i innych swiatyn. Wg miejscowego najblizsze obiekty byly oddalone o 20 km. Byla 20.00 i praktycznie ciemno. Poczestowali mnie jedzeniem, ale o noclegu nie chcieli slyszec. A ok. 20.30 wszyscy schowali sie w domu, zostawiajac mnie przed nim samego. Nie wiele namyslajac sie, ruszylem do bocznego wejsci do Swiatyni (do glownego byly dlugie schody). Tam po dluzszym pukaniu pojawil sie ww. mnich. Bez slow wpuscil mnie do srodka, zamknal rower, a mnie najpierw zaprowadzil do kuchni (wedrowca trzeba nakarmic), a nastepnie do pokoju. Nie dal tylko jednego - wody. Ok. 22-giej kladlem sie spac najedzony, ale brudny. dystans dnia – 78,96 km czas jazdy – 7:59:05 h średnia prędkość – 9,88 km/h Zdjęcia z wyprawy w naszej galerii - dziś 36 nowych zdjęć Wyprawa rowerowa Pekin 2008 Wortal Rowerowe.net jest oficjalnym patronatem wyprawy.
Powered by AkoComment! |
||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| DH i 4X |
| Maratony MTB |
| Zawody XC |
| Szosowe |
| Tor |
| BMX |
| Rajdy przygodowe AR |
| Dodaj zawody! |