| Strony konkursowe |
| Zwycięzcy 2008 |
| Turystyka rowerowa |
| Wycieczki i wyprawy |
| Nasze góry |
| Porady |
| Przepisy |
Wycieczki i wyprawy
Wyprawa do Chin - kolejne ralacje | Wyprawa do Chin - kolejne ralacje |
| Redaktor: Foreight | ||||||||
| 07.07.2008. | ||||||||
30.06.2008 r. poniedziałek84 dzień wyprawy Ze wzgledu na przepelniony dom (czesc mieszkancow spala na podlodze) spalem na lozku w dawnej przyczepie stolowej, przerobionej na letnia kuchnie. Obudzil mnie ruch w gospodarstwie ok. 6.30. Wstalem jednak troche pozniej. Krecac sie w poblizu kuchni dwa razy zjadlem sniadanie. Raz to byl chleb z dzemem i slodkie buleczki, a w drugim przypadku zupa z ryzem gotowana na resztkach miesa wolowego (kosc). Po 9-tej udalem sie z synem wlascicielki gospodarstwa kupic mongolska karte telefoniczna (sim karte), aby znajomi mogli do mnie od czasu do czasu zadzwonic. Dostalem ja za 10000 tugrikow, z czego 5000 jest do wydzwonienia. Pierwszy telefon wykonalem do Konsula Generalnego RP w Ulan Bator i poinformowalem go o rozpoczeciu etapu podrozy przez Mongolie i umowilismy sie na kawe w konsulacie. Ale to za kilka dni.
Po 10-tej bylem gotowy do drogi. Wowczas nastapily jednak tradycyjne juz pozegnania i pamiatkowe zdjecia, ale wkoncu udalo mi sie ruszyc w droge do Suche Batar. Droga byla praktycznie plaska i prowadzila przez pustkowia. 20 km minelo szybko. Na wjezdzie do miasta, kiedy rozpytywalem o kafejke internetowa, dogonilo mnie dwoch Szwajcarow – Marcus i Paul. W trojke troche pojezdzilismy po miescie i rozstalismy sie. Oni poszli szukac hotelu, a ja kafejki internetowej. Udalo mi sie ja latwo znalezc i dostac komputer bez kolejki (za mna sie ustawila i to nie mala). Pozniej przejrzalem jeszcze materialy o Mongolii, ktore zabaralem ze soba z Polski oraz zrobilem zakupy w spozywcze – nigdzie nie bylo gazowanej wody mineralnej! Kiedy przed 17-sta zastanawialem sie, czy jechac czy tez jeszcze poczekac az zajdzie slonce, zlapalem gume w tylnym kole. A wlasciwie nie wiem dlaczego – byla on od wewnetrznej strony kola (kolejna), a nie znalazlem niczego co mogloby je robic. Ostatecznie w dalsza droge, w tempie spacerowym, ruszylem po 18-stej. Po kilkunastu kilometrach wjechalem w rejon, gdzie po obu stronach drogi byly gesto posadzone niewysokie drzewa. A kiedy wjechalem wyzej (droga prowadzila lekko pod gore), pojawily sie sosny. Po dwudziestu paru kilometrach wjechalem na rownine, a w oddali po obu stronach drogi mialem zielone szczyty gor. Niestety nie bylo zadnych wiosek, jurt, itd. Dopiero po 30 km natrafilem na oboz robotnikow drogowych. Mieli duzy barakowoz, a z boku stal dom, gdzie moglem sie rozlozyc. Kilku z nich nalo jezyk rosyjski. Na kolacje dostalem zupe (ziemniaki, makaron, mieso wolowe i woda) oraz kawale „Mongolskiej Pizzy” czyli troche zakalcowate, cienkie ciasto. No i byla herbata z sola. dystans dnia – 62.26 km czas jazdy – 4:06:19 h średnia prędkość – 15,16 km/h 01.07.2008 r. wtorek 85 dzień wyprawy Robotnicy mieli wstawac o 5-tej, ale faktycznie wstali przed 6-sta. Nim uporalem sie z po-ranna toaleta, zostala zjedzona zupa. Ale dostalem duzy kawalek mongolskiej pizzy (smakuje mi), a do tego solona herbate z mlekiem. Dobrze, ze dostalem do niej cukier, bo byloby ciezko ja pic. Do bidonu na droge dostalem juz bez cukru – skutecznie odebrala ochote do picia! W droge ruszylem przed 7.00. Jechalo mi sie dobrz i szybko (poranek byl pochmurny, wiec slonce nie dokuczalo). Podjazdy, ktorymi mnie straszono, okazaly sie nie wielkie i lagodne – najdluzszy mial ok. 3,5 km. Juz po 50 km bylem w granicach miasta Darhan (jak zauwazylem, w Mongolii miasto zaczyna sie jeszcze w szczerym polu i po kilku kilometrach sa dopiero pierwsze zabudowania). Juz przed 11-sta mialem zorganizowany nocleg i sporo czasu wolnego. Moglem spokojnie wziasc zimny prysznic, wyprac biezace rzeczy oraz zjesc obiad. Darhan jest niewielkim miasteczkiem (jak na nasze realia) i stosunkowo nowym, poniewaz zostalo wybudowane „w polu” w drugiej polowie XX wieku. Nie ma wiec zabytkow, a samo ni-czym nie rozni sie od szergu miasteczek, przez ktore dotychczas jechalem. Ja jednak musialem wymienic walute i dokonac kolejnych zakupow spozywczych (strasznie duzo jem – ok. 3 razy wiecej niz w domu). Z wymiana waluty bylo sporo problemow. Znalazlem tylko jeden bank, kto-ry dokonywal wymiany (Hambank). W pierwszej jego placowce doznalem sporego szoku – nie wymienili mi poniewaz banknoty byly wyblakle lub stare (przyjmuja tylko z lat 2002 – 2006) lub byly wygiete – musza byc „nowe”! W drugim oddziale tego banku poszlo lepiej – pani przy-jela banknot 100 USD z 2003 roku nie zwazajac na jego „usterki”, sprawdzila jego autentycz-nosc i wyplacila 115.750 tugrikow (powinno wystarczyc na pobyt w Mongolii). Sklepow spo-zywczych bylo duzo, ale z ich zaopatrzeniem to juz roznie, nawet w supermarketach. Za to wszedzie byly widoczne polskie kompoty, dzemy i miody. Przy kasie tez byl problem, kiedy okazalo sie, ze mam o jedna pozycje wiecej na paragonie niz produktow. Okazalo sie, ze kasjer-ka sama doliczyla sobie oplate za reklamowke, ktorej nie chcialem. Na paraganie trudno bylo cos przeczytac (resztki tuszu). Kiedy zwrocilem uwage, pani wziela dlugopisem wszystko po-prawila! Warto jednak zwrocic uwage, ze w Darhan jest ok. 25% taniej niz w Suche Batar, a ga-zowana woda mineralna to rzadkosc. A pomimo wysokich temperatur nie wszystkie sklepy schladzaja napoje! dystans dnia – 64,67 km czas jazdy – 3:17:46 h średnia prędkość – 19,62 km/h 02.07.2008 r. sroda 86 dzień wyprawy Spalem ok. 7 godzin, ale i tak mi sie ciezko wstawalo. Zreszta caly poranek byl senny. Za-uwazylem, ze podobnie jak w Rosji, spozywane sniadania przez Mongolow sa lekko strawne i w niewielkich ilosciach. Sam chyba zjadlem tyle co pieciu miejscowych. W droge wyruszylem ok. 10.30. Zabralem w butelkach wczesniej przygotowana kawe i her-bate oraz wode mineralna, poniewaz ruszylem w rejony, gdzie sklepy spozywcze sa co kilka-dziesiat kilometrow ( na przestrzeni 100 km byl 3 miejscowosci ze sklepami). Pomimo panujacego upalu jechalo mi sie dobrze, poniewaz wiejacy z przodu delikatny wiatr dostarczal swiezego powietrza. Po 71 km dotarlem do miejscowosci Bayangol, gdzie zrobilem sobie prawie dwugodzinny odpoczynek. W tym czasie zaszlo slonce, pojawily sie chmury i zro-bilo sie duszno. Doadatkowo, kawalek za miasteczkiem, zaczely sie prawdziwe „gorki”, a wla-sciwie wspinaczka, aby pokonac roznice w polozeniu nad poziomem morza Darhan i Ulan Bator. Przez 25 km ponad 80% drogi bylo pod gore! Dalej tez nie bylo lepiej. Podjazdy byly raczej la-godne, ale z powodu panujacej duchoty, nie bylo czym oddychac. Pod koniec dnia spotkalem Rosjanina, ktory na motorze pedzil z Wladywostoku na Pustynie Gobi. Nie porozmawialismy sobie, poniewaz z powodu zamieszek wprowadzono w Ulan Bator godzine policyjna o 10.00, a on chcial przed nia zdazyc. Po ok. 120 km drogi trafilem na rejon jurt, w ktorych zamieszkiwaly rodziny pasterskie. Jeszcze w jednej okolicy nie widzialem tylu owiec i koz, a po raz pierwszy zobaczylem Jaki! Do jednej z takich jurt dotarlem i z gospodarzem na migi sie porozumielismy. Zaprosil mnie na noc do swojej jurty, ktora byla wyposazona w baterie sloneczne, swiatlo i antene satelitarna z plaskim telewizorem. Pelen komfort. Oczywiscie zostalem takze nakarmiony. Moim ulubionym specjalem mongolskich wiosek jest „Mongolia Jogurt”, czyli wytwarzany w domach naturalny jogurt. dystans dnia – 121,25 km czas jazdy – 7:11:05 h średnia prędkość – 16,86 km/h 03.07.2008 r. czwartek 87 dzień wyprawy Noc w jurcie byla niezapomnianym przezyciem. W nocy przebudzil mnie ulewny deszcz – drzwi od jurty byly otwarte, wiec nawet zobaczylem stojacy naprzeciwko rower, przywiazany do ogrodzenia dla owiec. Gospodarze wstali ok. 7.00 (ich dzieci i wnuki z sasiedniej jurty zdazyli juz wydoic krowy i wykonac kilka innych czynnosci gospodarskich). Praca w jurcie zaczela sie od ugotowania duzego garnka herbaty z mlekiem i rozlania jej do duzych termosow (na szcze-scie bez soli, ale i bez cukru), a nastepnie mozna bylo gotowac zupe na sniadanie (woda, pokro-jone na drobne kawalki mieso, makaron i przyprawy). Najedzony do syta, o 8.30 wypchalem rower przez lake 200 metrow do drogi i moglem jechac do Ulan Bator. Droga byla ciezka. Na przemian byl deszcz i straszna duchota. Slonca nie bylo. Do tego przez pierwsze 35 km bardzo przeszkadzal wiatr. Po 5 km lagodnego zjazdu, przez kolejne 75 km byly praktycznie tylko podjazdy. Doszlo juz do tego, ze lagodny podjazd wydwal mi sie pla-ska droga, tylko nogi cos innego odczuwaly, no i kiedy sie ogladalem za siebie widzialem, jakie przewyzszenie na ostatnich metrach pokonalem. Przed samym Ulan Bator byl kilkukilometrowy zjazd i pozniej bylo juz praktycznie plasko przez miasto. Pierwsze co zrobilem w stolicy to udalem sie, zgodnie z wczesniejsza obietnica, do Konsu-latu RP. Tam przyjal mnie osobiscie Pan Leszek Wanat, Konsul Generalny RP. Od niego m.in. dowiedzialem sie, ze w drugiej czesci budynku znajduje sie Hotel Diplomat, gdzie zatrzymalo sie trzech motocyklistow z Polski. Jakoze nie mialem gdzie zatrzymac sie na noc, postanowilem sie udac do nich. Nie bylo ich, wiec postanowilem poczekac (nocleg 35USD ze sniadaniem). Motocyklisci pojawili sie wieczorem w towarzystwie taksowkarza o imieniu Bajra, ktory mieszkal w Polsce i zna niezle nasz jezyk. Pokazal im Ulan Bator. Pomimo zakazu sprzedazu alkoholu (w zwiazku z zamieszkami po wyborach parlamentarnuch i panujaca godzina policyjna 22-8 do soboty do 24.00), my siedzielismy obok hotelowej restauracji i rozmawialismy przy piwku (Polak potrafi negocjowac!). Bartek, Marcin i Michal zgodzili sie, mnie przenocowac u siebie w pokoju, ale nie wiedzieli jak to zalatwic – sami juz wykombinowali i w trojke mieszkali w dwuosobowym pokoju. Poszedlem sam do recepcji, z ktora nawiazalem kontakt czekajac na chlopakow i po 5 min. rozmowy byla zgoda, abym zostal w hotelu na noc. Siedzielismy w poko-ju i rozmawialismy do polnocy. Motocyklisci wlasnie ruszaja w droge powrotna z wyprawy po Mongolii. Jeszcze po drodze jada nad Bajkal, a nastepnie wracaja do domu. dystans dnia – 105,31 km czas jazdy – 7:12:25 h średnia prędkość – 17,27 km/h dystans calkowity – 8027 km 04.07.2008 r. piatek 88 dzień wyprawy Obudzilismy sie po 7-ej. Moi koledzy poszli na 8.00 na sniadanie, a ja po zakupy spozyw-cze. Nastepnia ja jadlem i przygladalem sie, jak oni szykuja sie do drogi. Po 10-tej pojawil sie Bajra, zrobilismy sobie pamiatkowe zdjecie z Panem L. Wanat i ruszylismy w droge (dzieki uprzejmosci Konsula Generalnego moglem zostawic na dzien rower w Konsulacie). Ja pojecha-lem z Bajra taksowka, a koledzy z Brzegu i Wroclawia na swoich motorach. Zwiedzilismy Swia-tynie Kandan (wg Bajry jest to glowna Swiatynia Buddyjska w Mongolii), a nastepnie ruszyli-smy do Konsulatu Rosyjskiego, gdzie czekaly na motocyklistow wizy. Ok. 12.30 pozegnalismy sie. Marcin, Michal i Bartek ruszyli w droge powrotna do Polski, Bajra do pracy, a ja na zwie-dzanie miasta. Na poczatek byl Plac Suche Batora – glowny plac w miescie. Ok. 3 godzin chodzilem i po-dziwialem centrum Ulan Bator. Zrobilo na mnie bardzo pozytywne wrazenie. Ciesze sie, ze mo-ze uda mi sie tu zorganizowac kilkudniowy postoj. Wiedzialem takze mniej pozytywne aspekty niedzielnych wyborow parlamentarnych, czyli doszczetnie spalony budynek Filharmonii Naro-dowej. Po 16-stej udalem sie odebrac rower, a nastepnie pojechalem na obrzeza miasta, aby zo-baczyc nowo wybudowana Katedre. Tam spedzilem sporo czasu, meczac sie ze swoim angiel-skim, na rozmowie ze spotkana mlodzieza na temat wyprawy rowerowej „Pekin 2008” i zycia w Mongolii. Zauwazylem, ze ludzie uzywaja i nie znaja nazw ulic, tylko jak tlumacza jak dojechac to mowia, ze ich dom to „jest za takim i takim sklepem w lewo, a pozniej...” W Ulan Bator o 21 jest juz prawie ciemno. Wiec musialem pomyslec o noclegu. Majac na uwadze, ze kolejny dzien chce spedzic w stolicy, postanowilem poszukac go na obrzezach mia-sta. Znalazlem go w jurcie, ok. 2-3 km za Katedra, w wielopokoleniowej rodzinie. Jakoze stoi ona w miescie, jest ona zaopatrzona w stala energie elektryczna. Byly w niej dwa telewizory, lodowka, pralka i inne sprzety gospodarstwa domowego. Natomiast praktycznie nie bylo szaf na ubrania (wczesniej bylo podobnie). Ludzie maja chyba tylko po 2-3 komplety ubran. O 22-iej wszyscy zasiedli przed telewizorem, aby ogladac jakis amerykanski film. dystans dnia – 10,15 km czas jazdy – 0:47:39 h średnia prędkość – 12,78 km/h Zdjęcia z wyprawy w naszej galerii - dziś 26 nowych zdjęć Wyprawa rowerowa Pekin 2008 Wortal Rowerowe.net jest oficjalnym patronatem wyprawy.
Powered by AkoComment! |
||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| DH i 4X |
| Maratony MTB |
| Zawody XC |
| Szosowe |
| Tor |
| BMX |
| Rajdy przygodowe AR |
| Dodaj zawody! |