|
Redaktor: Foreight
|
|
18.08.2008. |
127 dzień wyprawy
Dzien zaczal sie od potwierdzenia niekompetencji wolontariuszy. Otoz wg nich, ze swojego hotelu mialem jechac 2 autobusami ok. 40 min. na zawody w szermierce. W rzeczywistosci je-chalem 3 autobusami ponad dwie godziny. Przez to spoznilem sie na walke M. Koniusza. Na szczescie tylko troche. A walke wygral. Czekajac na jego kolejna walke z kibicami z Racotu, poznalem polskich reprezentantow na IO Pekin 2008 – S. Mocka, S. Gruchale oraz I. Marcin-kiewicz. Szkoda tylko, ze M. Koniusz przegral swoja druga walke i odpadl z dalszej rywalizacji.
Skomentuj |
|
Czytaj
|
|
|
Redaktor: Foreight
|
|
13.08.2008. |
Po 43 dniach i spędzeniu na rowerach 38 dni , wyprawa do Skandynawii zakończyła się pełnym sukcesem. Przejechaliśmy 4079 km w tym na rowerach 3114 km . Podróż nasza przebiegała następująco . Z Siedlec pojechaliśmy samochodem do Talina a stamtąd przepłynęliśmy promem do Helsinek i tu zaczęła się nasza podróż rowerami.
Skomentuj |
|
Czytaj
|
|
|
Redaktor: Foreight
|
|
13.08.2008. |
10.08.2008 r. niedziela
125 dzień wyprawy
Niedziele, podobnie jak wszystkie w duzych miastach podczas mojej podrozy, zaczalem od udania sie na na Msze Sw. Tym razem byla to Kaplica na terenie Ambasady RP, a Msza Sw. Byla odprawiana przez Ks. Michala. Po niej zostalem w Ambasadzie na przyjeciu zorganizowanym z okzaji Dnia Polskiego na Igrzyskach Olimpijskich Pekin 2008. Bylo wielu bylych sportowcow, trenerow, dzialaczy, dziennikarzy, itd.
Skomentuj |
|
Czytaj
|
|
|
Redaktor: Foreight
|
|
11.08.2008. |
07.08.2008 r. czwartek
122 dzień wyprawy
W nocy przebudzilem sie dwa razy z powodu panujacej duchoty. Nawet na dworzu bylo go-raco, a przede wszystkim parno. Tym razem pospalem sobie dluzej – kiedy wstalem ruch na uli-cy byl juz bardzo duzy. Spokojnie zjadlem sniadanie i ruszylem na dwugodzinne zwiedzanie miasta. Pozniej na godzine wolontariusze ponownie udostepnili mi internet oraz poczestowali mnie obiadem (jak przyznali, woda i jedzenie jest bez ograniczen).
Skomentuj |
|
Czytaj
|
|
|
Redaktor: Foreight
|
|
07.08.2008. |
01.08.2008 r. piatek
116 dzień wyprawy
Wstalem po 6-ej. Towarzyszacy za sciana dwaj chlopcy juz nis spali. O 7-ej przyniesiono sniadanie, a pol godziny pozniej ruszylem w droge. Przez pierwsze 20 km do miasteczka Guan-galing nic sie nie dzialo. Tam zaszedlem do kafejki internetowej (3,5h – 5Y) oraz po dluzszym poszukiwaniu znalazlem chlopaka, ktory obok nazw miejscowosci w j. angielskim zapisal je w j. chinskim. To znacznie ulatwia podrozowanie przez prowincje.
Skomentuj |
|
Czytaj
|
|
|
Redaktor: Foreight
|
|
04.08.2008. |
28.07.2008 r. poniedzialek
112 dzień wyprawy
Wstalem o 5.30. W sasiednim pokoju znalazlem troche wody w termosie, ktora wykorzystalem do umycia sie. Kiedy wychodzilem ze swojego budynku, zauwazyl mnie jeden z robotnikow i zaprowadzil mnie do kuchni na sniadanie.Przed 7-ma ruszylem w droge.
Skomentuj |
|
Czytaj
|
|
|
Redaktor: Foreight
|
|
30.07.2008. |
23.07.2008 r. sroda
107 dzień wyprawy
Nie pospalem sobie dlugo - obudzilo mnie pukanie do drzwi. To byl recepcjonista z informacja, ze jezeli chce spac dalej, to musze mu dac paszport. Zamurowalo mnie. Jestem przeciez "na dziko", wiec jest on mu zbedny. Wymyslilem wiec historyjke, ze wieczorem bylem na imprezie i paszport dalem kolezance, a pozniej zapomnialem go od niej wziasc. Jak chce to moge go mu przyniesc rano. Skonczylo sie pakowaniem i kimaniem na krzesle do 7-ej rano u niego w recepcji. Pozniej poszedlem do sklepu GIANTa, gdzie portier udostepnil mi sanitariaty. Ok. 8-ej wypralem sie na krotki spacer (od samego rana slonce swiecilo bardzo mocno). Moglem zobaczyc codzienne zycie miejscowych sklepikarzy. Wiekszosc z nich mieszka na zapleczu swoich sklepow, a sniadanie sobie przygotowuje po ich otwarciu na oczach klientow. Na bazarze swierze mieso "podgrzewalo" slonce, mieso z kury lezalo obok klatek z zywymi kurami do sprzedazy. A zapach - lepiej zapomniec!
Skomentuj |
|
Czytaj
|
|
|
Redaktor: Foreight
|
|
23.07.2008. |
12.07.2008 r. sobota
96 dzień wyprawy
Ok. 7-ej rano obudził mnie wartownik. Zabrałem szybko rower z kuchni chińskich budowlańców, a przy okazji dostałem sporą porcję ryżu i sałatki na śniadanie. Godzinę później ruszyłem w poszukiwaniu kafejki internetowej i chleba. Kafejkę znalazłem od razu, ale była otwierana o 10-tej. Sklepy były w większości zamknięte, a w otwartych nie było chleba (chyba z powodu drugiego dnia Świąt były zamknięte). Postanowiłem wykorzystać wolny czas na ustalenie drogi wyjazdowej z miasta w kierunku granicy i miasteczka Dzamin Uud. W tym celu zrobiłem 10 km i udało się to zrobić w miarę sprawnie dzięki chińskim budowniczym drogi. Mongołowie machali tylko ręką w mało sprecyzowanym kierunku. Kolejne 7 godzin to czas spędzony głównie w kafejce internetowej oraz sklepie spożywczym (pojawił się świeży chleb), jedzeniu i krótkim telefonie do domu (1 min. – ok. 1.60 zł).
Skomentuj |
|
Czytaj
|
|
|
Redaktor: Foreight
|
|
16.07.2008. |
05.07.2008 r. sobota
89 dzień wyprawy
Poranek przyiosł mi kolejne spostrzeżenia dotyczące życia Mongołow. Otoż nikt rano nie spieszył się ze wstawaniem, pomimo że juz nie spał (po 6-ej przebudzila mnie babcia, ktora się ubrała i położyła dalej do łożka). Wynika to chyba z tego, ze pierwsi ktorzy wstają mają najwie-cęj prac gospodarczych do wykonania, więc nikt się nie spieszy. Sam wiec także spokojnie pole-żałem sobie do 8-ej. Sniadanie bylo wyjątkowo skromne – suchy chleb, 2 ciasteczka i herbata z cukrem. Jednak mnie najbardziej cieszył fakt spokojnie spędzonej nocy w jurcie. Zauważyłem także, że na zimę jest ona docieplana grubyni płachtami, jakby z wełny.
Skomentuj |
|
Czytaj
|
|
|
Redaktor: Foreight
|
|
07.07.2008. |
30.06.2008 r. poniedziałek
84 dzień wyprawy
Ze wzgledu na przepelniony dom (czesc mieszkancow spala na podlodze) spalem na lozku w dawnej przyczepie stolowej, przerobionej na letnia kuchnie. Obudzil mnie ruch w gospodarstwie ok. 6.30. Wstalem jednak troche pozniej. Krecac sie w poblizu kuchni dwa razy zjadlem sniadanie. Raz to byl chleb z dzemem i slodkie buleczki, a w drugim przypadku zupa z ryzem gotowana na resztkach miesa wolowego (kosc). Po 9-tej udalem sie z synem wlascicielki gospodarstwa kupic mongolska karte telefoniczna (sim karte), aby znajomi mogli do mnie od czasu do czasu zadzwonic. Dostalem ja za 10000 tugrikow, z czego 5000 jest do wydzwonienia. Pierwszy telefon wykonalem do Konsula Generalnego RP w Ulan Bator i poinformowalem go o rozpoczeciu etapu podrozy przez Mongolie i umowilismy sie na kawe w konsulacie. Ale to za kilka dni.
Skomentuj |
|
Czytaj
|
|
|
Redaktor: Foreight
|
|
30.06.2008. |
22.06.2008 r. niedziela
76 dzien wyprawy
W wyniku sobotnich rozmow z moimi gospodarzami dowiedzialem sie, ze jak chce to moge dzisiaj pojechac samochodem do Listwianki. Dodatkowo, aby w poniedzialek miec wiecej czasu na zalatwianie swoich spraw w Irkucku, zorganizowano mi nocleg w Angarsku (ok. 35 km blizej Irkucka).
Skomentuj |
|
Czytaj
|
|
|
Redaktor: Foreight
|
|
24.06.2008. |
16.06.2008 r. poniedziałek
70 dzień wyprawy
Budzik miałem ustawiony na 6.30, ale jakoś nikt nie wstawał, więc postanowiłem trochę poleżeć. I tak wstałem po 8. Gospodyni wychodziła do pracy w wiejskim sklepie, ale 16-letnia córka Nina spisała się na medal i śniadanie, które ona przygotowała, było bardzo smaczne. Później zajechałem do sklepu podziękować gospodyni za gościnę i uzupełnić zapasy żywnościowe. Przed 10-tą ruszyłem w drogę.
Skomentuj |
|
Czytaj
|
|
|
Redaktor: Foreight
|
|
23.06.2008. |
14.06.2008 r. sobota
68 dzień wyprawy
Kładłem sie spaс ok. 2 w nocy (oglądałem mecz Wlochy – Rumunia), więc rano nie chcialo sie wstawać. Przed wyjazdem uczestniczyłem jeszcze w krótkiej Mszy Św. Oraz troche rozmawiałem z gospodarzami. Niestety, ale trzeba było ruszać w drogę. Ostatecznie wyjechałem o 10.30.
Skomentuj |
|
Czytaj
|
|
|
Redaktor: Foreight
|
|
13.06.2008. |
05.06.2008 r. czwartek
59 dzień wyprawy
Rano przebudziłem się sam, ale cierpliwie poleżałem sobie do 6. Wieczorem mówiłem gospodarzowi, że rowerzystom dużo energii daje dżem. Więc na śniadanie dostałem go do jedzenia w znacznej ilości, niczym zupę. Po 7.30 byłem już w drodze.
Skomentuj |
|
Czytaj
|
|
|
Redaktor: Foreight
|
|
09.06.2008. |
01.06.2008 r. niedziela
55 dzień wyprawy
Zgodnie z planem dzień dzisiejszy został przeznaczony na odpoczynek. Na 10 rano poszedłem do Kościoła. Akurat trafiłem na ceremonię ślubną. Tak jak wszystkie Msze Św., na których byłem w Rosji, tak i ta była bardzo rozśpiewana i wesoła. Poźniej w domu parafialnym było krótkie przyjęcie weselne, do pójścia na które namówił mnie Ks. Melichior (miejscowy proboszcz, z pochodzenia Słowak). Długo jednak nie posiedziałem sobie, ponieważ musiałem zrobić gumę w tylnym kole oraz wysłać relacje do Polski. O ile ta pierwsza czynność poszła mi nadzwyczaj szybko, to z tą drugą było ciężko. Trafił mi się komputer z połowy lat 90, który pracował niesamowicie wolno, a poza tym nie było na nim możliwości zgrania zdjęć.
Skomentuj |
|
Czytaj
|
|